Dziecko wojny domowej.

Standardowy

Kiedy w myślach przywołuje obraz dzieciństwa pierwsze co przychodzi mi do głowy dźwięk rozbijanych naczyń i rozrzucanych rzeczy przez wściekłego, pijanego ojca. Kolejny to dźwięk skórzanego , harcerskiego pasa uderzającą w skórę. Tęsknotę za ojcem, który jako kierowca zawodowy rzadko przebywał w domu. Bełkot wyrzutów i oskarżeń pijanego ojca. Tęsknotę za ciepłem, przytulaniem , jakąkolwiek uwagą. Szlabany , kary i wyjazdy za granice z ojcem.

Czy pamiętam kiedy pierwszy raz mnie uderzył ? Nie. Ale pamiętam, że było to obecne zawsze w moim życiu. Strach przed tym żeby nie oberwać, przeplatany tęsknotą za ojcem. Pamiętam, że jako małe dziecko czekaliśmy z niecierpliwością na powrót ojca i naprawdę szczerze się cieszyliśmy kiedy długo wyczekiwana chwila nastąpiła (zazwyczaj 2-3 tygodnie). Ale kiedy na wejściu widziałam wkurwionego ojca, bo coś poszło nie po jego myśli wiedziałam, że nie ma się z czego cieszyć.

Kontrola zeszytów. Stach nie do opisania. Uczucie jak by ktoś przykłada do głowy splówe, w której jest 10 miejsc na nabój. Wkłada jeden i trzymając ją przy Twojej skroni powoli naciska, a w uszach słychać głuche „klik,klik,klik”, wiedząc, że zaraz stanie Ci się krzywda. Wiedziałam, że jak znajdzie jakiś błąd, nieodrobione zadanie, a co gorsza 1 lub uwaga to pas mnie nie ominie. Niestety jak ojciec chciał to znalazł sobie powód, żeby użyć swoich „metod wychowawczych”. Była nas 4. Ale zazwyczaj tylko troje z nas obrywało. Kazał ustawać nam w rzędzie i kłaść się na brzuchu, a wtedy ruletka. Nie wiadomo ile razy się dostanie i jak mocno. Może raz, może dwa. I ten błagalny krzyk, zalanych łzami dzieciaków : „Tato nie bij. Tatusiu ja już nie będę…” Niestety ani razu błagania nie poskutkowały. „Albo położysz się na brzuchu albo oberwiesz tak jak stoisz, będę Cię bił jak popadnie , po brzuchu , po buzi , Twój wybór , lanie i tak Cię nie ominie.” I tak w wieku ok 6 lat podejmowaliśmy swoje pierwsze poważne decyzje. Położyć się i dostać po plecach i tyłku czy błagać i oberwać jak popadnie.

Najgorsze było ostatnie miejsce „w kolejce”. Leżałam z tyłkiem wypiętym czekając na cios. Słysząc krzyk i płacz mojego rodzeństwa. Świst pasa w powietrzu i uderzenia w ciało.

Trzeba było być grzecznym, bo można było sobie zasłużyć na lanie kablem (od przedłużacza), a wtedy ból jest jeszcze gorszy.

Dziecko tęskniące za ukochanym (jeszcze wtedy) ojcem, zamiast przytulenia, buziaka, dostaje porządne lanie i strach i stres o niewyobrażalnym dla dziecka natężeniu.

 

Pierwsze kroki walki o samą siebie.

Standardowy

Dziś mam 23 lata. Jestem coraz bardziej świadomym człowiekiem. Człowiekiem, który chcę stać się zdrowy w sercu, w duszy , w psychice. Chcę budować zdrowe relację i zdrowy świat w swojej głowie. I choć przez bardzo długi czas wierzyłam, że nie potrzebuje specjalisty i sama sobie świetnie poradzę ze swoimi problemami, w końcu przyszedł dzień że zmieniłam zdanie. Patrząc na samą siebie, która rujnuje swoje życie, jest cholernie nieszczęśliwa i na dodatek zaraża nieszczęściem innym. Postanowiłam zabrać się za swoje „JA” pełną parą.

Wygooglowałam wszystkich specjalistów w małym mieście. Przy niektórych profilach były zdjęcia. Chyba dzięki temu, że mogłam zobaczyć jak wygląda mój przyszły, potencjalny specjalista sprawiało, że czułam się odrobinę bezpieczniej. Wykręciłam numer i umówiłam się na spotkanie. Byłam tak zestresowana, że się dziwie, że potrafiłam wydusić z siebie jakiekolwiek zdanie do osoby, która odezwała się po drugiej stronie. Spotkanie miało odbyć się za 2 tygodnie.

Przez ten czas miałam mnóstwo przeróżnych myśli.

Najpierw te typowo brukselkowe. ” Muszę coś wymyślić, żeby tam nie iść…” Chwila ciszy. „Kuwa! Brukselka weź, że się ogarnij! Weź się w garść !”. Czuje nagły przypływ siły i optymizmu. Cudowna chwila trwa niezbyt długo. ” Ale pójdę tam i co ja powiem. Przecież ja nie wiem co czuję. A ja mnie nie zrozumie. Jak pomyśli, że przychodzę i zawracam jej głowę jakimiś pierdołami, zabieram jej czas, a w kolejce czekają inne osoby z PRAWDZIWYMI problemami. Nie dobra nie idę.” Pomlaskałam buzią , poczułam gorzki smak porażki. „Jest i ona…Brukselka…Pierdoli głupoty, że ogarnie swoje życie, a jak przychodzi co do czego, to panikuje jak facet przed pobieraniem krwi.” Irytacja sięga zenitu. ” Dobra idę tam ! Ogarnę to wszystko raz na zawsze. Moja ostania nadzieja (na prawdę ostatnia…). Trzy głębokie wdechy. Jakoś to będzie. Dam sobie radę, pomyślałam , przecież to JA !

Nadszedł dzień spotkania. Najpierw praca, później pierwsze spotkanie z osobą mi zupełnie obcą, której będę musiała opowiedzieć o tym co czuje (JA mówiąca o uczuciach WTF?!). Ogromny strach , jaka ta osoba będzie, czy będę potrafiła się otworzyć , opowiedzieć o tym wszystkim co mam w środku , czy będę potrafiła to wszystko zamienić w słowa tak, aby nie zabierać wydarzeniom ich wielkości…Czy będzie mnie oceniać ? A co jeśli mnie wyśmieje ? Spocone i trzęsące się dłonie. Nikt nawet nie wie, że dziś przede mną takie wyzywanie. Nikt prócz Zuzanny. Dam radę. Dam radę…

Dotarłam na miejsce. Do normalnych obaw przed spotkaniem, doszły oczywiście te, które towarzysza mi na coś dzień czyli : a co jeśli nie odnajdę gabinetu, a co jeśli się zgubię , a co jeśli zachcę mi się siku i nie będzie łazienki (największy problem mojego życia xd) , w brzuchu czuje bulgotanie…to co z tą łazienką. Dobra Brukselka oddychaj. Serce wali jak szalone. Nie dość, że zaraz zemdleje to jeszcze się posram w gacie no świetnie. Skieruj swoje myśli na coś pozytywnego !!! Skieruj swoje myśli na coś pozytywnego!!! Kilka głębokich oddechów. Znalazłam gabinet, bulgotanie przeszło (moja godność ocalona!) I wtedy na przywitanie wychodzi mi Pani Hania. Poznaję ją – przecież widziałam zdjęcie w internecie – tak to ona.

Wchodzimy do gabinetu. Wyłączam telefon. I zaczynamy rozmawiać. Paradoks moich urojonych lęków – kiedy znajduję się już w sytuacji stresującej wszystkie objawy przerażenia i bezradności mijają.

Przez 90 minut gadałam jak szalona. Opowiedziałam krótki wstęp o swoim życiu. Omówiłyśmy zasady, które będą nas obowiązywały przez całą terapię. Czas minął bardzo szybko.

Kiedy wyszłam z gabinetu duma jaką czułam była nie do opisania! Byłam tak szczęśliwa, że jak by ktoś znajomy mnie zobaczył to by pomyślała, że wygrałam w lotka xd

I choć stres i strach towarzyszył jeszcze przez kilka spotkań, to nie poddałam się. Nie stchórzyłam. Trzymam się decyzji, które sama podjęłam i jest to bardzo budujące. Ale po kilku spotkaniach strach przed terapeutą mija i zajmujemy się tym czym naprawdę trzeba.

Brukselka.

Druga szansa.

Standardowy

Nie to nie będzie o serialu :)

Chyba każdy z nas miał w życiu sytuację, która wzbudzała w nas dłuższą rozkmine na temat dawania drugich , piątych i dwudziestych szans.  Wiadomo ktoś coś schrzanił, kto ma sentymenty , spina , kłótnie, „decyzja” o odpuszczeniu sobie siebie. I tu nie chodzi tylko o związek z facetem. Chodzi również o każdą inną relację, koleżeństwo czy też już szczebel wyżej , przyjaźń. Mija czas. Każdy zaczyna żyć sam. Na początku ciężko, po kilku dniach włącza się tęsknota, odruch łapania za telefon żeby podzielić się informacją jeszcze całkowicie nie minął.

Pojawia się w głowie burdel tak duży, że w sumie samemu się nie wie czy się zamało walczyło, czy czasem nie zrobiło się czegoś zbyt za mocno źle, bo może jak bym się bardzej postarała to nie było by aż tak najgorzej. Myślisz. Mijają kolejne dni. Przeplata się: wkurwienie – Ha! Dobrze jej tak, niech teraz zobaczy jak jej będzie źle bezemnie. Poczucie winy : „Jestem taka beznadziejna, że wszystko schrzaniłam…”. Jak również spychologia winy : „Przecież to jej wina ja byłam taka cudowna.”. Wspomnienia : „Takie cudowne chwile…a teraz marnujemy czas na nie odzywanie się..w sumie to o co poszło ? ” Podzielenie winy na pół : ” Może jednak ja też nie byłam taka wspaniała…”. Próba odnowienia kontaktu : „Hej. Co u Ciebie słychać.” Brak oczekiwanej(!) reakcji zwrotnej, może trochę obojętność. Wkurwienie. I proces zaczyna się od nowa. Nie wymieniając już oglądania zdjęć, filmików i śledzenia fb.

Mija dłuższy czas procesy „żałoby” powoli się uspokajają, aż tu nagle! Wszystko wraca do normy. Oczywiście nie tak samo. Musiała odbyć się akcja prowokacja (16 raz – obiecuje sobie że to już ostatnia). I jesttttt! Osiągam to co zamierzałam! Kontakt wraca, jest jak sprzed kłótno – rozłąki…Ale..Jakoś tak inaczej.

Szybka obczajka, osoba się zmieniła czy nie. Nie w sumie nie wszystko po staremu. Tylko…Ja już nie jestem taka sama. Dużo czasu na przemyślenia sprawiło, że  głowie sporo się poprzestawiało. Terapia – choć to jej początek – sieje ziarenka. Wartość samej siebie idzie w górę. I szara mysz , dająca sobie wleźć na głowę i dająca się traktować jak śmiecia , zaczyna dostrzegać, że to wszystko jest w głowie. To że ktoś ją traktuje jak śmiecia wcale nie znaczy, że nim jest. Znaczy to tylko tyle, że na to pozwala, bo sama o sobie ma takie mniemanie. Trochę brzmię jak psychoterapeuta , kołcz czy ktoś tam jeszcze inny, przemawiający na swoim motywującym wykładzie, ale jeśli się głęboko zastanowić to to jest prawda. A prawda dla zagubionego człowieka, takiego jakim jestem, jest bardzo cenna.

Ale do rzeczy. Co z tą szansą. Dawać nie dawać ? Po co ryzykować… Pewnie znowu się coś schrzani…Ale ! Ja mówię dać ! (ale tylko szansę :)) Dlaczego ? Dlatego że czasem warto zaryzykować. A nic cenniejszego niż relację i bliskość ludzka na tym świecie jeszcze nie odnalazłam. Z drugiej strony. Ile my byśmy dali sobie samym szans? (Oby dużo :))

Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. (Idealne zdanie jak mam ochotę zrobić coś głupiego a może bardziej szalonego – ale w granicach rozsądku! – a z każdej strony słyszę, że to durnota :))

Brukselka.

Pustka.

Standardowy

Bardzo ciężko żyje się bez przyjaciół, wsparcia, poczucia zrozumienia, uczucia że ktoś kocha, że jest ktoś dla kogo się jest tak ważnym, że nie zostawi. Nigdy. Niezależnie od tego co się stanie z człowiekiem i z jego życiem. Niezależnie od tego jaki wpływ będzie miała na człowieka przeszłość , teraźniejszość i inne czynniki nacoedzień otaczające człowieka.

Brukselka była samotna. Była bardzo samotna. Nie wiedziała jak opisać to słowami. Nie wiedziała nawet jak opisać to co czuje i to co ma w sercu. Każda próba kończyła się porażką.Czuła, że każda próba przeobrażenia uczuć w słowa jest nieudaną czynnością, która pomniejsza wartość i priorytet każde z nich.

Brukselka nie poddawał się. Szukała ludzi.Chodź na pierwszy rzut oka wyglądała jak by najlepiej czuła się sama ze sobą. Niestety tak nie było. Brukselka zasypiając każdego wieczoru marzyła o tym jaka będzie szczęśliwa kiedy w końcu trafi na osobę, która pokocha ją tak mocno, że nie da jej odejść. Pokocha ją. I będzie zadawała miliony pytań. Tak , Brukselka wtedy najbardziej czuła zainteresowanie sobą , kiedy ktoś zadawał pytania.

Jak opisać coś czego Brukselka sama nie rozumiała. Wiedziała, że nie jest taka jak wszyscy, wiedziała też że ma bardzo duży problem. A może to inni byli jej największym problem ?

Kalejdoskop uczuć.

Standardowy

Ile sekund w naszym życiu. Tyle uczuć. Jak jest wszystkie rozpoznać, nazwać i nauczyć się z nimi żyć tak żeby nie krzywdzić innych i samych siebie. Im Brukselka była starsza tym bardziej szczegółowo zastanawiała się nad tym co czuję. W domu nie rozmawiano o uczuciach. Można się było tylko domyślać co czuję ktoś inny. Ojciec swoje uczucia zapijał alkoholem , a matka była marionetką w jego rękach.

Z czym większości kojarzy się tekst „ojciec i alkohol” ? Z małym, chudym , śmierdzącym cwaniaczkiem spod sklepy osiedlowego, który przegrał swoje życie. Od rana do nocy chodzi nachlany i z jego ust słychać : „Ma Pani 50 gr.” Błąd. Ojciec Brukselki taki nie był (nie jest). 47 letni mężczyzna, dość niskiego wzrostu, z niezwykłym poczuciem humoru. Pochodził z rodziny, która priorytety miała oczywiste jak na wiejską, tradycyjną, dość dobrze ustawioną finansowo rodzinę. Wódka, procent 40 się nazywała. Niestety matka Brukseli wcale nie miała więcej szczęścia – rodzinny priorytet ten sam – lecz tylko u ojca.

Brukselka przyszła na świat w 1993 roku. Była 3. dzieckiem, ale nie ostatnim. W 1991 roku na świat przyszła para bliźniaków, siostra i brat , a 5 lat po nich młodszy brat Brukselki.

„Największy wpływ na człowieka ma dzieciństwo” Brukselka przeczytała na przypadkowo otwartej stronie. Zastanawiała się nad tym bardzo długo. Analizowała to kim jest , dokąd zmierza i jakie ma cele. Wnioski do jakich doszła były przerażające…Nie zna odpowiedzi na żadne z  zadanych sobie pytań. Ale Brukselka to nie jest typ człowieka, który pozostawia pytania bez odpowiedzi. Tym razem tak też się stało.

Życie po operacji.

Standardowy

Pewnie się zastanawiacie jak poszła operacja Brukselki. Wszystko poszło dobrze. Brukselka wybudziła się po godzinie 19. Bardzo źle się czuła. Ból był nie do zniesienia. Mogła leżeć tylko na bokach i brzuchu. Niestety z racji iż przepuklina była większa niż przypuszczali po usunięciu Brukselka czuła okropny ból nóg. Nie mogła sama zmieniać pozycji leżenia, bo miała zamontowany sączek w miejscu operacji – kręgosłup lędźwiowy – plecy. Za każdym razem musiała dzwonić po pielęgniarkę aby ta przerzuciła sączek na drugą stronę łóżka, a Brukselka delikatnie zmieniła bok z jednego na drugi. Wiedziała, że zbyt często nie może dzwonić, dzwonek rozbrzmiewał na cały oddział, a Brukselka choć bardzo cierpiała nie chciała przeszkadzać innym pacjentom. Niestety ból był tak ogromny, że musiała dzwonić mniej więcej co 30-40 minut.  Widziała niezadowolone miny pielęgniarki, która musiała ciągle przychodzić. Przeprosiła, powiedziała że ból jest nie do wytrzymania. Pielęgniarka stwierdziła z miną że jej to nie przeszkadza, ale przecież inni pacjenci…I co zrobić…Wstać nie mogła, przewrócić się sama nie mogła..a najgorsze było przed nią.

Przez 24 h nie mogła wstawać z łóżka, ale musiała po operacji oddać mocz, jeżeli tak by się nie stało trzeba by było zamontować cewnik bezpośrednio do pęcherza. Brukselka kombinowała co tu zrobić, niestety czuła że pęcherz zaczyna być naprawdę pełny…Co Bukselka czuła sikając do nocnika w wieku 20 lat ? Że to upokarzające. Czuła się bardzo źle. Jak by ktoś zabrał jej godność. Honor ?

O 2 dostała morfinę. Zasnęła.

W kolejnych dniach Brukselka stawiał pierwsze kroki jak maluch. Dosłownie. Mięśnie nóg nie miała siły utrzymać ciała. Kręgosłup bolał, ale musiała chodzić. Z balkonikiem . Taka namiastka „dojrzałego” życia :)

Po wyjściu ze szpitala dowiedziała się, że miała nie czuć prawej nogi, bo nerw jest bardzo mocno uszkodzony. Cieszyła się ? Na początku tak. Ale później wpadała w bardzo głęboką depresje.

Kim jest Brukselka.

Standardowy

Beukselka to bardzo młoda dziewczyna. 23 lata. Dość dużo już przeszła. Z zawodu jest Technikiem Architektury Krajobrazu i to w tym kierunku miało iść jej życie. Niestety w wakacje przed maturalną klasą dowiedziała się, że ma dwie przepukliny kręgosłupa. Jak później się okazała jedna z nich jest dość natrętna. Daje objawy bólowe nie do zniesienia. Nie można siedzieć, leżeć , chodzić. Zastrzyki pomagają tylko na godzinę. Na dodatek jej prawa noga nie działa tak jak powinna przez co mięśnie zaczynają zanikać. Neurochirurg. Decyzja. Operacja. To wszystko się tak szybko działo, że Brukselka nie miała czasu zacząć się bać :). Wylądowała na stole 22 stycznia, 5 dni przed swoimi 20 urodzinami, które również spędziła na oddziale. Poniedziałek przyjęcie na oddział, badania i wszystkie inne papierkowe sprawy. Wtorek operacja. 2 osoby przed nią. Dziewczyna na operację uzupełniania ubytku w czaszce , po wypadku samochodowym. I Pani na operację przepukliny. Brukselka wjeżdża na stół operacyjny o godzinie 15:00.

Oglądając wszystkie seriale o szpitalach Brukselka zastanawiała się czy jak człowiek jedzie na operację to też są tam takie kwadratowe lampy co drugi kwadrat. One naprawdę tak są :) Kiedy jechała na sala spoglądała sennie na sufit i w duszy czułam się jak w serialu. Cóż za zaszczyt, główna rola. Przed odjazdem dostała tabletkę , chyba na uspokojenie , bo stała się bardzo senna. Nic dziwnego nikt nie jest w stanie przewidzieć reakcji człowieka. Kto wie czy by ktoś nie chciał spierdalać spod sali operacyjnej. Po tabletce się nie dało, uwierzcie!

Ubrana była w za dużą białą i sztywną koszule z dekoltem po pępek rodem z czerwonego dywanu. Ale miała taki odlot, że nie mogła nawet zareagować na wylewające się cycki z pięknego dekoltu.

Leżała pół przytomna z cyckiem na wierzchu i myślała co dalej będzie. Nie miała za dużo czasu poczuła ból w prawej ręce odwróciła głowę spoglądając co to. Jakaś ciecz. I odleciała.

Miało być o tym kim jest Brukselka, a rozpisuje się o jej operacji kręgosłupa. Paradoksalnie to kreowało to kim później była. Kolejnym gorzkim doświadczeniem, które uwydatniło jej dysfunkcje.

Jest młodą dziewczyną, która się nie poddaję. Jest cholernie uczuciowa i wrażliwy, co inni odbierają za użalanie się i rozczulanie nad sobą i swoim życiem. Nie chcieli by zobaczyć jak wygląda rozczulająca się Brukselka :). Pogubiona i spragniona miłości. Ale pełna nadziei, że jeszcze kiedyś życie sprawi jej niezłą niespodziankę. Pragnąca uczuć, uwagi , poczucia bezpieczeństwa, bycia ważną, kochaną , rozumianą, żeby ktoś zobaczył w niej to piękno duszy, które w sobie ma. I można by było jeszcze pisać i pisać o tym czego pragnie Brukselka…Ale czy kiedykolwiek spełni się chociaż jedno…

Zapytaj Brukselke

Standardowy

Gdybyś zapytał Brukselkę co w jej życiu było tak jak powinno być, miała by bardzo dużo problem z odpowiedzią na to pytanie. Rodzina – fundament – było nie tak. Zdrowie – jest nie tak. Przyjaciele – z perspektywy czasu dziwi się, że w ogóle ośmieliła się nazwać niektórych ludzi z przeszłości swymi przyjaciółmi – jak się domyślacie, byli nie tak. Związek – choć Brukselka ma 23 lata nikt nie była w związku. W szkole – było nie tak. Koleżanki – było nie tak. Pasja – było nie tak. Czy Brukselka kiedykolwiek się poddała ? Skąd brała siłę i energię na życie skoro wszystko było nie tak?

Brukselka nie potrafi odpowiedzieć na to pytanie. Choć była bardzo przytłoczona sytuacją w otoczeniu. Ogrom niezrozumiałych uczuć. Oczekiwań narzuconych z góry. Brukselka żyła i starała się brać z życia jak najwięcej.

Zupełnie nieświadoma swoich cholernie wadliwych fundamentów, postanowiła je totalnie przebudować. Żeby łatwiej zrozumieć sytuację Brukselki warto wyobrazić sobie fundamenty domu i wszystkie jego mury cegiełka po cegiełce. Belka po belce. Szczegół za szczegółem. Dom to życie Brukselki , osoby w które się w nim pojawiły od rodziny poprzez nauczycieli , koleżanki , ważne osoby. Kiedy fundament jest nie taki, dom się zawali. Kiedy w domu stoją już ściany, nie możliwe jest przebudowanie fundamentu. Czy Brukselka poddała się, myśląć o ogromnie pracy jaką ją czeka ? Dostanie się do fundamentu, zrozumienie jego wady i przebudowanie go, aby był trwały, mocny będzie kosztowało ją dużo czasu , emocji , energii. Czy Brukselka zwątpi, że to co robi ma sens ? Pewnie nie raz. Czy się podda? NIGDY.

 

 

Strach

Standardowy

Zapytałam Brukselki czego się boi. Kiedy opowiedziała, że pająków wcale mnie to nie zdziwiło :P Ale spoglądając w jej niebieskie oczy, zrozumiałam że Brukselka bardzo chciała by powiedzieć o czymś jeszcze. Zapytałam o co chodzi. Oczywiście przekonywała mnie ze sztucznym uśmiechem, że o nic. Ale jej oczy mówiły wszystko.

Kilka dni później dostałam list. Po kopercie widziałam, że to na pewno nie list z banku lub innej instytucji, które masowo wysyłają reklamy do miliona Polaków. Z zaciekawieniem otworzyłam kopertę. Zobaczyłam list. Ręcznie napisany. Usiadłam.

„Bardzo boję się ludzi. Jestem bardzo młoda, a w życiu przeszłam już bardzo wiele. Największym bólem dla mojego wielkiego i wrażliwego serca jest to gdy znika z życia ktoś kogo bardzo kocham. Kto jest dla mnie bardzo ważny. Komu ufam, chodź bardzo rzadko się to dzieje. Ludzie często traktowali mnie jak kogoś na chwilę albo kogoś dla zabawy. Bardzo chcieli żeby się zmieniła. A ja nie rozumiałam dlaczego. Byłam świadoma tego ile dobroci i wrażliwości jest w moim sercu. Niestety dobre serce i wrażliwość w dzisiejszych czasach jest bardzo trudna. Utrata ukochanych osób sprawia, że czuję się zagubiona rozbita , popadam trochę w panikę. Choć najgorsza w tym wszystkim jest tęsknota i samotność. Kiedy dzieje się coś fajnego w moim życiu, biorę telefon żeby zadzwonić z cudowną informacją. Wchodzę w książkę telefoniczną. „Mama” , „Tata” , „Szefowa” , „Biuro obsługi klienta” , ” Siostra”, ” Brat”, „Brat” , „Play Rozrywka”, „Play horoskop” , „Rejestracja neurolog” , „Psycholog”…I zdaje sobie sprawę, że nie mam do kogo zadzwonić. Bo rodzina to gromadka ludzi, którzy żyją obok siebie a nie ze sobą.

Boję się być sobą. Boję się ciemności. Boje się nocy. Boję się o swoje zdrowie. Boję się że marnuje swoje życie. Boję się że nie znajdę pracy. Boję się że kogoś zranię. Boję się że komuś sprawię przykrość. Boję się że kogoś skrzywdzę. Boję się , że kogoś zawiodę. Boję się że nigdy nie będę w stanie siebie polubić. Boję się, że nikt nie będzie chciał zostać w moim życiu na dłużej.

Obawiam się , że moje życie to jeden wielki strach. Wysysa ze mnie wszystko co dobre. Przepraszam, że piszę w takiej formie. Ale wstydziłam się o tym powiedzieć. Bałam się że mnie wyśmiejesz lub pomyślisz że jestem nienormalna.

Brukselka”

Głośno odetchnęłam. Wiedziałam, że Brukselka mnie potrzebuje. Nie bez powodu napisała do mnie list. Potrzebuje mnie. A ja zrobię wszystko żeby jej pomóc. Pokaże, że ludzie to nie potwory, postaram się pomóc jej odbudować wiarę w siebie , w innych , odnaleźć radość spokój w sercu.

Ale najpierw przytulę ją. Bardzo mocno.

 

Mery

Dlaczego ?

Standardowy

Co skłoniło mnie do założenia 353424635 bloga ? :) Kontuzja kręgosłupa przez co jestem zmuszona spędzać większość czasu w pozycji leżącej. Ogrom wolnego czasu i tylko jeden , ciągle ten sam , biały sufit. Dużo przemyśleń. Zwłaszcza, że jestem w trakcie psychoterapii. 3 miesiące za mną :)
Ciekawe czy tym razem uda mi się go dłużej utrzymać w aktywności niż poprzednie blogi :)