Miłość nieidealna.

_DSC0294
Standardowy

Rodzimy się nie wybierając sobie ludzi, którzy mają się nami opiekować, kochać , wychowywać i troszczyć. Czasem zastanawiam się jak wygląda „selekcja” i przydział do danej grupy ludzi, zwanej dalej rodziną. Czy to tylko czysty przypadek ?

Jak trudno jest żyć wśród ludzi, którzy nie potrafią zrozumieć Twojej wrażliwości, delikatności i uczuć. Kiedy byłam małą dziewczynką, moja idealna rodzina istniała tylko w głowie. Oglądałam film lub serial gdzie mama troszczyła się o swoje chore dziecko, trzymając je za rękę i delikatnie głaszcząc je po główce. Moja tak nie robiła. Leżąc w bezsenne noce, wyobrażałam sobie dotyk i troskę. Zamykałam oczy i zastanawiałam się co można czuć kiedy dostaję się troskę w takiej postaci. I robiło mi się jeszcze bardziej smutno.

Dopóki byłam małą dziewczynką, nadzieja, że ta wymarzona troska, dotyk i czułości od rodziców (a zwłaszcza od mamy) nadejdą, była cały czas żywa i bardzo bardzo duża. Lecz teraz jestem już dorosłą, 24 – letnią kobietą, nadzieja chyba już wygasła, ale pustka nie zmieniała swoich ogromnych rozmiarów. I choć myślałam, że jestem w stanie zapełnić sobie ją miłością innych ludzi,  niestety okazało się że jest to nie możliwe. Jak zrozumieć ten rodzaj miłości, który otrzymywałam. Trochę mniej oczywisty, ale w pewnym sensie ogromny. Mama zawsze dbała o to żeby było w domu czysto, żebyśmy mieli wyprane i uprasowane ubrania, ugotowany obiad, zrobione kanapki do szkoły i odrobione lekcje. Jak zrozumieć w swojej, jeszcze , młodej głowie, że taka troska to też pewien rodzaj miłości. Trudniejszej do zrozumienia. Ale czy da się zastąpić ciepły ręce na czole, pyszną zupą i wyprasowaną koszulką ? Jak to zrozumieć i poukładać, żeby nie być niesprawiedliwą, myśląc o tym w swojej głowie.

Kiedy sobie myślę o tej puste, każdej nocy kiedy nie mogę spać, smutek i wkurzenie bierze górę. Może trochę dlatego, że przecież to oni są dorośli i odpowiedzialni za wychowanie. Może trochę też dlatego, że wiem jaki wpływ ma brak czułości na relacje w moim życiu. Jak zarzucam ludzi chęcią słuchania, że jestem ważna, że kochają, że jestem wyjątkowa. I choć wiem jak sprytnie sprowokować innych do „wychwalania”, najgorsze w tym wszystkim jest to, że ciągle tego jest mało, mało i mało. Przecież nie mogę ciągle innych zarzucać potrzebą słodkich i troskliwych słów i ocen. To nie ich wina, że mój dom to zimny dom. Nic o sobie nie wiemy. Uśmiechamy się, jak by nigdy nic się nie stało. Jak by wszystko było normalnie. Jak by dawne rany i sytuacje, które raniły przestały istnieć. Jak by wspomnienia wyparowały. A to jest jeszcze gorszę. Czuję się obco. Czuję się źle. Dochodzę do momentu, że zdaję sobie sprawę z tego, że dzieciństwo minęło bezpowrotnie. Upragniony i wyśniony scenariusz o kochających rodzicach i o domu pełnym ciepła, cierpliwości, zrozumienia i wsparcia pozostanie już na zawsze tylko w głowie.

Dzieciństwo. Przypominam sobie te wszystkie sceny. Kiedy ojciec bił i krzyczał. Kiedy wracał po 3 tygodniach zagranicznej trasy. 3 tygodnie czekania. I jedyne co się dostaje to wpierdol. Za błędy w zeszycie, za 1 w szkole, za pyskowanie i nie słuchanie się. Patrzenie na pijackie sceny, latające talerze i gorzkie słowa w kierunku mamy : „Ty kurwo”. Dlaczego przez cały czas wszyscy udawali, że wszystko jest w porządku. Dlaczego nigdy nie starczyło mi odwagi, że powiedzieć przestań. To boli. Nie możesz tego robić. Dlaczego nigdy nie miałam odwagi, żeby poprosić innych o pomoc. Myślałam, że dam sama radę? Myślałam, że jak będę grzeczna i posłuszna to zasłużę na ciepło, troskę i miłość. Dlaczego mama nic nie zrobiła kiedy bił. Jak po tym wszystkim zrozumieć, że na miłość nie trzeba sobie zasłużyć. Mogę być sobą, nie spełniając oczekiwań. Jak pozbyć się wytresowanych biciem zachowań.

Pytań jest mnóstwo. Terapia idzie całkiem całkiem. Chyba przestałam się aż tak bardzo bać. Może to już przyzwyczajenie do terapeuty. Że stara się zrozumieć i pomóc. Że mimika twarzy terapeuty pokazuje, że naprawdę słucha. Daleka droga do końca. Jest smutno, ciemno, samotnie i ciężko. Ale wiem dokąd prowadzi mnie ta droga. A jak się wie dokąd się idzie to jakoś tak łatwiej.