Nieświadoma granica.

Standardowy

Wtorek. Dzień dla mnie trudny, bo wiąże się z cotygodniową wizytą u psychologa. Choć początkowy i paraliżujący stres minął, to nadal poczucie lekkiego zaniepokojenia pozostało. I choć wydaje się, że co to za filozofia pójść i powiedzieć co na sercu leży, to dla człowieka, takiego jak ja, który jeszcze nie do końca jest pewny, czy niektóre rzeczy może powiedzieć na głos, jest naprawdę ogromnym wyzwaniem.

Dziś spotkanie było bardzo emocjonujące. Od kilku tygodni, wchodząc do gabinetu i usadawiając się na swoim stałym miejscu, na przeciw psycholog, włączała mi się akcja „nadpobudliwość”. Poruszałam jakieś tematy, mniej lub bardziej znaczące, po 30 minutach sesji, moje ciało uspokajało się. Pierwszy raz poczułam się skrępowana, ale czymś zaskakującym. Zostałam zauważona. Psycholog zauważyła, cotygodniowe zachowanie. Powiedziała to na głos i zapytała o co chodzi. Jakież miłe i zarazem obce jest czuć się zauważoną. A zwłaszcza w momencie, w którym dzieje się coś nieprzyjemnego. Po dłuższym zastanawianiu o co tak naprawdę mi chodzi, powiedziałam na głos to, czego najbardziej się boję. Płacz. Myśl o tym, że mogła bym się popłakać, poruszając temat, który jest dla mnie bardzo „drażliwy” i wywołuje tak duże emocje, że jedynym ich ujściem są łzy, sprawia, że spotkania stają się trudne, a myśli rozproszone i chaotyczne. Pojawia się złość i frustracja na samą siebie.

Gdzieś tam w podświadomości wiem i wiedziałam od początku, że przyjdzie taki etap, w którym będę musiała zrobić krok dalej, po za granicę bezpiecznych emocji, która kiedyś sobie ustawiłam. I chyba w ostatnich tygodniach poczułam, że ten etap jest coraz bliżej.

Płacz jest dobry i oczyszczający. Przekonałam się już nie raz ślipiąc i zasmarkując sobie po cichu poduszkę, w kolejną bezsenną noc, tak aby nikt nie słyszałam. Z czym kojarzy mi się mój płacz? Z czym złym i z powodem do drwin i śmiechów. Pamiętam, że gdy byłam mała, mój ojciec bardzo często śmiał się z każdego, który zaczął płakać, że mięczak, że beksa, że ryksa. Czy to było zachowanie, które oduczyło mnie płakania? Myślę, że po części tak, ale wiąże się to chyba również z tym, że ogólnie rzecz biorąc płacz, to oznaka jakiś emocji, a ja od wielu, wielu lat ich po prostu nie okazuje. Tak zostałam nauczona i cholernie trudno jest się tego oduczyć.

Sama myśl o tym, że kiedykolwiek może tak się zdarzyć, że w końcu pozwolę sobie na pełne przeżywanie emocji, sprawia że czuje panikę, skrępowanie, wstyd, strach, że mam ochotę wziąć telefon, wybrać numer do mojej psycholog i powiedzieć jej, że kończę z tym wszystkich, że już nie chcę, że się boję, że dość! Już dość!

Lecz tego nie zrobię. Wiem, że to będzie dla mnie dobre, choć jedyne słowo jakie przychodzi mi na myśl, choć trochę dające obraz wielkości, tego jakie wyzwanie przede mną zadanie, to „cholernie trudne”.

Poruszyłyśmy dziś też jeszcze jedną kwestię. Potrzeby. Moje, własne potrzeby. Jakie mam? I tu wracam do poprzedniej części mojego wpisu. Jak wypowiedzieć słowa określające, to jak bardzo czuję się nie kochana, nie ważna, nie zauważona, nie zalewając się łzami. Jak opowiedzieć o tym, jak brakuje wsparcia, miłości, troski i uczucia bycia potrzebną. Jak wytłumaczyć, że przez całe życie uczyłam się dawać, a nie brać, bo nie sądziłam, że jestem kimś kto zasługuje na spełnienie choć części jednej, niewypowiedzianej potrzeby. Jak mówić i myśleć o tym, czego się potrzebuje i nie czuć się jak egoista, który dba tylko o swoje uczucia. Chyba jestem świadoma wielkości tych niewypowiedzianych słów. Tego jakie to dla mnie ważne i bolesne. Jak kłuje, dręczy i męczy.

8 przemyśleń na temat “Nieświadoma granica.

  1. Nie myśl o tym, że „musisz” przeżywać emocje, bo to nie będą prawdziwe emocje. Po prostu je przeżyj. Nie blokuj się. Na początek pozwól sobie na nie, gdy będziesz sama, ale nie płacząc w poduszkę, tylko płacz jeśli musisz, krzycz jeśli musisz. Musisz wyrzucić ze swojej głowy „jak zareagują inni”, jak zareagowałby ojciec… On cię blokował kiedyś. Dzisiaj nie ma już nad tobą władzy.

  2. Ja wolę poczekać, aż napiszesz jak już będzie po wszystkim. To jest jakaś wyższa szkoła jazdy, o której nic nie wiem. Jeśli Twoja terapeutka dąży do tego, co powyżej opisałaś to znaczy, że tak trzeba. Powodzenia!!!

  3. roksanna

    Napiszę tylko, że życzę powodzenia w terapii. Już samo to, że ją podjęłaś, że masz świadomość jest Twoją wygraną!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>