Mistrz kuchni cz.1

Standardowy

W sumie powinnam napisać, że zainspirowana wpisem Ahaji , Ahai, tejtamry (podpowiedź mi proszę, bo ja taka młoda i głupia :P) czy cholera wie jak to się piszę, postanowiłam napisać notkę ostatniej kilkudniowej kuchennej wojnie, lecz dziwne rzeczy dzieją się w tej naszej blogowej ekipie, że tematem zostałam zainspirowana zanim jeszcze powstała Ahajowa notka. No, ale dobra była pierwsza, nie ma to tamto, wspomnieć trzeba.

A więc (zawsze, gdy zaczynam zdanie od „a więc” przypominają mi się wszystkie osoby, które z oburzeniem zwracały mi uwagę, że zdania nie zaczyna się od „a więc” :P niepokorne ze mnie dziecię) z racji iż mój status społeczny zmienił się z parobka swej szefowej, na bezrobotną sierotę, która nie potrafi znaleźć pracy, postanowiłam spróbować swoich sił w kuchni. Największy kryzys zaczyna się w momencie przeglądania tych wszystkich wspaniałych blogów, kiedy spoglądam na piękne dania, czuje takie natchnienie i siłę, że czasami się cieszę, że aktualnie nie ma castingów do Masterchefa, bo była bym skłonna się na niego zapisać. Naoglądam się, zainspiruje i podejmuje decyzję: TAK ! dziś ugotuje coś dobrego ! Czasem się dziwie, że nie stoją w gotowości strażacy i pogotowie ratunkowe, gdzieś niedaleko mojej kuchni, aby ratować mnie w kryzysowych sytuacjach. Najgorzej jest wtedy, gdy wybiorę sobie naprawdę ambitne danie, gdzie trzeba iść na zakupy, smażyć, obierać, piec, marynować, gotować i chłodzić.

Ostatnie dni utrzymały mnie w przekonaniu, że stan mojego natchnienia kuchennego, może trwać naprawdę zaskakująco długo 7 ciężkich dni ! (nie straciłam żadnego palca, ręki, nogi, oka i ucha więc chyba nie było aż tak źle).

I tak, pierwszego dnia, postanowiłam, że przecież jestem fit, vege i wszystko co jest modne, więc ugotować muszę też coś w królującej tematyce. Padło na ciasto (a to niespodzianka! :)) jagielnik. Mój logiczny umysł podpowiedział mi, że jeśli ciasto będzie fit, to zamiast jednego kawałka, będę mogła zjeść ich sześć. I jak się okazało, ten argument był decydujący, mimo tego, że wiązał się z wyprawą do sklepu i ze spotkaniem z ludźmi, którzy tak bardzo ostatnio mnie wkurwiają. Lecz ambicję wzięły górę, nie ma na mnie mocnych! Oczywiście celem była biedra, a że musiałam oszczędzać siły, na walkę w kuchni, po potrzebne produkty wyruszyłam samochodem. Nie mogło być inaczej. Droga zajmuje mi jakieś 5 minut, ale nie może być tak łatwo, bo przecież droga na szczyt jest zawsze pod górkę, gromią z palcem wskazującym, machającym na wszystkie strony, guru i inni mędrcy. Jedzie przedmną dziadek, emeryt, 20 km/h. Ani go wyprzedzić ani pojechać inną drogą. Dobra, godzę się ze swoim losem. Skrzyżowanie, szybka modlitwa…pojedź w drugą stronę, pojedź w drugą stronę…niestety życie nie daję nam tego co chcemy…kolejne kilometry pokonuje z zawrotną prędkością 15 km/h, bo przecież zakręt był, trzeba było zwolnić. Z nudów wpadam na pomysł, że pobawię się w Kubicę, wszystkie siły pakuję w to, aby z mojego otworu ustnego wydobył się oczekiwany dźwięk „brrrrrrrrr”, zapominając, że okna pootwiera na tyle ile korba pozwoliła. Bystrym okiem zauważam, że ludzie dziwnie na mnie spoglądają, totalnie nie rozumiejąc o co im chodzi, pędzę dalej, wyobrażając sobie że jestem na najdłuższym i najtrudniejszym torze świata, błądząc z dzikim wzrokiem pomiędzy 1 a 2 biegiem. Dojechałam. Podchodzę do drzwi, otwierają się wrota, do bajkowego świata, czuję powiew biedronkowego powietrza, przesiąknięty, zawziętości nerwami i wyścigiem do kasy innych uczestników mojej podróży. Trzy głębokie wdechy: „Dasz radę! Uwierz w siebie! Jestem z Tobą!” – słyszę głos Ewy Chodakowskiej, która wspierała mnie przy okazji oglądania ostatniego filmiku z jej ćwiczeniami (swoją drogą zawsze zastanawiam się czy oglądanie filmików z ćwiczeniami można zaliczyć do tego, że już się zaczęło robić coś w kierunku ćwiczenia, które odkładałam od kilku ładnych paru lat ?:P ). Zaciskam zęby, łapie się za czerwoną, błyszczącą, jeszcze z ciepłą rączką (jedyne co zostało co poprzednim śmiałku) kabarynę i pędzę! Biegnę przez dział z owocami, galopem niczym dzika świnia, slalomem mijam innych ludzi i NAGLE ! zatrzymuje się pomiędzy dzikimi rejonami cukru, zupek chińskich i oleju, ciśnienie rośnie, czuję że blednę i zadaję sobie TO pytanie : „A właściwie to co ja miałam kupić.” Niestety po raz kolejny zapomniałam listy, która miała mnie wspomóc w tym kryzysowym momencie. Wszystkie moje szare komórki wprawiam w ruch, czuję jak rzężą, skrzypią i trzeszczą, od dawna nie używane. „I co teraz?” – pytam siebie przerażona. Na szczęście mam telefon, mam to cholerne urządzenie w którym ma skrinszoty składników. Ha ! Czuję się jak w filmie oszukać przeznaczenie, moje noty wzrastają, punktacja rośnie, giełda szaleje. Kiedy z dumą biegnę do linii kas, w głowię słyszę muzykę, stworzoną specjalnie na tak mistrzowskie zagrania „tadadama dam, tadadadama”, gdybym miała flagę polski, narzuciła bym sobie ją z dumą na zmęczone barki, a ona z dumą, i wiatrem wylatującym z wentylatorów, trzepotała by dumnie. Po szybkiej ocenie sytuacji, gdzie kolejka jest najkrótsza, ustawiam się w najdłuższej, bo najłatwiejsze wyjścia są najszczęściej pułapkami, a droga na skróty nie doprowadzi nas do zwycięstwa…krócej mówiąc przy kasie z najkrótszą kolejką stoi gość, którego nieznoszę, bo rozmowa polega na tym, żeby dowiedzieć się coraz to nowszych informacji, aby puścić je w świat! Z wirarą, że jak ja na niego nie będę patrzyła, on na pewno mnie nie zauważy, spoglądam z zaciekawieniem na biedronkową podsufitkę, a także zaintrygowana ilością kropek na płytkach, z nagłą i niepisaną potrzebą informacji : „Ile jest kropek na owej płytce.”  liczę z zaciętą miną. Aż tu nagle, słyszę głos…TEN…głos…nosz kurwa przecież tak dobrze mi szło. Swoją drogę nigdy nie wpadłam na pomysł, aby na pytanie : „Co słychać?” odpowiedzieć, że stasznie rzeczy dzieją się w dzisiejszych czasach! byłam ostatnio u młodego w przedszkolu, gdzie panowała ogromna, no gigantyczna wszawica, po czym następowałoby paniczne drapanie. W końcu, docieram do upragnionego celu, pani – chyba nie zdają sobie sprawy ile radości dają ludziom na tym świecie- iii trzysta pytań do : A ma pani kartę? A ma pani 2 groszę ? A może czekoladę? A może papier ? A może zapałki? A może zamnij ryj, bo mam misję do spełnienia, jagielnik czeka – wyczerpana emocjonalnie potrafię być naprawdę nie miła. (oczywiście w myślach) bo z zewnątrz wygląda to tak, że szczerzę się jak bym dostała propozycję : a chcesz milion złoty ? och dziękuje jaka pani miła, nie hehe dziękuje, och nie, nie potrzebuje hihi och niech pani zostawi sobie tego 1 grosika, och pewni hehe.  (rzadko płacę kartą, bo po pierwsze stres związany z tym, że nie mam hajsu na koncie, mimo tego, że przez cały pobyt 10 razy sprawdziłam, czy na pewno mam pieniądze, jest nie do zniesienie, a po drugie przeczytałam kiedyś, że płatności kartą nie sprzyjają oszczędzaniu, chyba jestem odporna na takie mądrości, bo oszczędności nadal brak). Do domu na szczęście docieram bez większych przygód.

Wchodzę do kuchni, ooo lista, oooo zapomniałam mleka kupić…pies szczeka w niebogłosy, cieszy się jak by mnie 3 lata nie widział, szturcham go nogą, załamana swoją tragiczną sytuacją życiową, i każę mu się zamknąć, a ten dalej swoje, „japierdole” mówię zupełnie spontanicznie, zapominając o moim nieskazitelnym domowym obrazie, nie przeklinającej, nie palącej i mądrej, młodej, rozsądnej kobiety. Lecz naglę pojawia się lekki, delikatny płomyk nadziei. Jako, że nie jestem jedyną osobą zajmującą się zakupami, a raczej ta czynność wychodzi zupełnie spontanicznie i nieregularnie, spoglądam ze wzrokiem kota ze szreka na mamę, która niesie ze sobą reklamówkę zakupów, patrzę….patrzę, a tam niepewnie wystaję niepozorny żółty korek, łapie go, wyciągam, jest ! MLEKO!

Jako, że do domu wróciła matka ,królowa patronka kuchni, swoją dalszą walkę przekładam na kolejny dzień, aby uniknąć komentarzy typu, a dlaczego mleko jest białe, a dlaczego tak sypiesz, a nie inaczej, bo przecież ja to sypie tak, więc twój sposób sypania jest na pewno zły! Pójdziesz do piekła! Lub też sytuacji kiedy moja głupota znowu zagóruje i zechcę zadać mamie pytanie: „Mamo, a jak Ty to robisz to ile dodajesz mleka ?” i otrzymuje odpowiedź, która działa na mnie jak płachta na byka, a krew zaczyna wrzeć, jak wrząca woda, dym zaczyna lecieć z uszu, a odpowiedź brzmi : „No na oko, co ty nie wiesz.”. Dzielnie, pytam dalej, liczę do dziecięciu i z pozornym spokojem zadaje pytanie: „Mamo, a ile to jest na oko.”, mama mocno zbulwersowana odpowiada : „No tak trochę, boże święty wszystko trzeba za was robić! no nie umiesz?!”. Po kilku tak intrygujących i pouczających rozmowach, doszłam do wniosku, że aby nie kusić losu, zajmę się nauką gotowania, gdy kuchnia będzie wolna, czyli kolejnego dnia.

CDN

12 przemyśleń na temat “Mistrz kuchni cz.1

  1. Iksowa

    Czekam na ciąg dalszy :D

    I mi też zawsze powtarzali nie zaczynaj zdania od ‚A więc” i też robię to do dzisiaj :D

    Ja pamiętam jak wczoraj moment gdy zamieszkałam z Igrekiem i trzeba było coś jeść. Nie wiedziałam nawet jak się robi spaghetti :D Z czasem poczułam się w kuchni jak ryba w wodzie. Potrafię gotować jak moja babcia ( osobiście mnie pochwaliła) prawdziwe Polskie Dania, ale i też kuchnię nowoczesną ( tak naprawdę mam wrażenie, że jest o wiele prostsza i szybsza niż np staropolski gulasz ( duszony kilka godzin).Z czasem przeszłam na ciasta za namową teściowej i w tej dziedzinie też dostałam pochwałę. :) dziś mogę stwierdzić uwielbiam gotować :)

    • nielubiebrukselki

      Ja oczywiście też uwielbiam gotować :D Tylko czasem się zastanawiam czy nie powinnam ubezpieczyć porządnie domu, sprzętu kuchennego i samej siebie przedewszytkim :P

  2. Hahahaha. Padłam!
    No to masz już swój zakupowy dekalog:
    1.Być eko i nie jechać autem do biedry.
    2.Zapamiętać listę i zjeść kartkę.
    3.Krótsza kolejka to nie pułapka. (patrz: punkt 6)
    4,Jeden grosz to już wyłudzenie.
    5.Mieć wszawicę pod kontrolą i dyżurny tekst w zanadrzu.
    6.TO MLEKO JEST ZDRADZIECKĄ SZUMOWINĄ.
    7.Psy z reguły nie reagują na „japierdole”. Chyba, że nauczysz go takiej komendy:D (patrz: punkt 8)
    8. Na szturchanie nogą też nie.
    9. Nie syp niczego na oko, bo oślepniesz.
    10. „Tak trochę” jest znaną od pokoleń jednostką miary.
    PODSUMOWANIE: Ahaja chyba odmienia się Ahai. Jeśli już to nie „tejtamry” lecz „tejtamary”. Czy coś. Sama nie wiem do końca. Ale gotować pozwalam. Pisać o tym też :D

    • nielubiebrukselki

      Wybacz, to literówka z tą tamarą xd miało być tak, jak napisałaś :P Kajam się i błagam o wybaczenie :P
      Dzięki za pozwolenia! :) Teraz będziesz mi się kojarzyła, że jesteś Tamra xd

  3. Ha! Więc to wszystkie kobiety mają takie ogólne zamotanie na zakupach!
    Przede mną ostatnio jechały DWIE szambiarki. Kiedy jedna, jadąca tuż przede mną, skręciła, prawie śpiewałam z zachwytu. Niestety odsłoniła tą drugą…zastanawia mnie JAK TO JEST MOŻLIWE żeby komuś przytrafiały się takie rzeczy?! Ta druga jechała przede mną prawie całą drogę do domu (jeszcze jakieś 10 minut) i z rury z tyłu coś jej kapało. Musiałam w aucie bez klimy zamknąć wszystkie okna i jechać w upale 20 na godzinę…
    Na samo wspomnienie mam ochotę na słodkie – gotowe! Za pieczenie się już nie zabieram :D

    • nielubiebrukselki

      Ja to mam takie przygody jak się śpieszę ! ZAWSZE ! :P Ja nie wiem czy ktoś tam na górze siedzi i planuje co do sekundy utrudnienia w ruchu :P

  4. O matko… Zmęczyłam się samym czytaniem i bynajmniej nie dlatego, że źle się czytało! :P
    Może dobrze, że musiałaś gotowanie przełożyć na inny dzień- odpoczniesz haha :P
    Też uwielbiam gotować, ale odkąd mam bloga robię to rzadko hyhyhy

    Przypomniała mi się historia, którą opowiedziała mi siostra. Zwolnili ją z pracy ze szpitala godzinę wcześniej i cieszyła się, że będzie szybciej w domu, a miała takie przygody po drodze, że dotarła trzy razy później haha z zawałem konduktora pociągu i przespaniem stacji włącznie :P

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>