Trudne strony przyjaźni.

Standardowy

…choć dziś bym powiedziała, że przyjaźń to raczej nie była, ale że na tamten moment tak mi się wydawało, więc pozostaje przy tradycyjnym nazewnictwie, tej dziwnej relacji, ale dziś nie na jej temat bezpośrednio. Zastanawiałam się długo czy w ogóle o tym pisać, bo może to delikatny temat, może ja czegoś w tym wszystkim nie rozumiem, bądź też nie spoglądam na temat, tak jak powinnam.

Chciałam dziś opowiedzieć historię, chyba najtrudniejszą, jaka zdarzyła się jakiś czas temu. Początki jej sięgały wyjazdu mojej (jeszcze wtedy) przyjaciółki, za granicę. Decyzja jej była dość spontaniczna, podjęta w przeciągu kilku dni, szybka akcja „pakowanie” i zanim zdążyło do mnie dotrzeć co się w ogóle dzieje, ona była już na po pokładzie promu, w podróży do miejsca docelowego.

Jako, że Grażyna (nadam jej przykładowe imię) raczej należy do tej piękniejszej części kobiet, bardzo szybko znalazła sobie tam adoratora. Bardzo szybko też, bo po niecałych 2 tygodniach od jej przyjazdu, w nowe miejsce pracy, adorator zmienił swój status w kochanka , partnera. Całkiem dobra przyjaciółka ze mnie była i byłam dobrym szpiegiem, więc gdy podała mi jego imię i nazwisko, przekopałam całym internet dowiadując się co nieco o owym amancie. Jak się okazało, rycerze, był „posiadaczem” dziewczyny, z resztą jak się okazało, mojej szkolnej koleżanki. Więc nie myśląc zbyt długo, wciągnięta bez namysłu w całą sytuację (do dziś nie wiem jak to się stała, że aż tak dała się w to wszystko wciągnąć) rozpoczęłam spontaniczną rozmowę, z lubą rycerza. A cześć co u Ciebie słychać – zaczęłam rozmowę, kilka pytań na ogólnikowe tematy, aż w końcu dochodzę do tematu, który najbardziej mnie interesuje. Zadaję pytania o jej chłopaka, ale uważając, żeby nie być zbyt nachalna i nie wzbudzić żadnych podejrzeć. Po krótkiej rozmowie, dowiaduje się, że amant, ma całkiem poważne plany wobec swojej aktualnej dziewczyny, mieszkanie, rodzina, itp. Więc nachodzą mnie chwilowe wątpliwości, a może jej powiedzieć, prawdę, ale lojalność wobec przyjaciółki wygrywa.

Grażyna przebywała za granicą, około 2 miesięcy, może trochę mniej, może trochę więcej, pozostawiając, w tych samych, bliskich kontaktach z rycerzem, zupełnie świadoma jego poważnych planów. Kontakt z przyjaciółką stawał się coraz bardziej rzadki, tęskniłam za nią przeokrutnie, jeszcze wtedy byłam na etapie, uzależniania się od ludzi.

Po powrocie, z racji iż amant pochodzi z tego samego miasta co my, miałam okazję go poznać, oczywiście za sprawą działań mojej przyjaciółki. Kiedy go zobaczyłam, nie mogłam totalnie zrozumieć co Grażyna w nim widzi. Zazwyczaj w wyborze swoich partnerów, kieruję się wyglądem zewnętrznym. A tu staje przed mną, chudy, cwaniakowaty, plastuś. Próbowałam zrozumieć postępowanie mojej przyjaciółki, myślałam..hmmm.. może czuła się samotna, może było jej ciężko samej w obcym miejscu, okey, ale totalnie nie rozumiałam, tego dlaczego kontynuuje, nadal i nieustająco, bliskie relację z zagranicznym kochankiem, mając świadomość tego, że pomiędzy spotkaniami z nim występuje też jego dziewczyna, w równie bliskim stopniu.

Rycerz okazałam się zwykłym chamem i prostakiem, którym był cholernie pewny siebie i wierzył w swoją moc amanta, na tyle że ciągle o tym mówił. Jak to dzięki niemu i jego urokowi, przyjaciółka ma, z miłości do niego rzuciła papierosy, choć armia ludzi wcześniej, ją o to prosiła, a tu proszę bohater, uczynił to bez najmniejszego wysiłku.

Wkroczyłam do akcji, przekonując przyjaciółkę o tym, że to jest zwykły palant i że robi źle, momentami mnie posłuchała, więc przyjaciółka dla rycerza stawała się chwilami niedostępna, więc niedostępna była dla niego też, pewna część jej ciała, dość charakterystyczna jeśli chodzi o kobiety. (If ju noł łot aj min :)).

Gość był na tyle sprytny, że wymyślił sobie plan pokłócenia, mnie i Grażyny, Najsmutniejsze i najbardziej bolesne było dla mnie to, że mu się to udało i to nie raz. W pewnym momencie poczułam się jak w jakiejś grze, kto okażę się sprytniejszy i przeciągnie Grażynę na swoją stronę, ten wygrywa.

Ziarenko niezgody zasiane przez Romea, niestety zaczęło kiełkować i zaczęłyśmy się przeokrutnie kłócić. Ja nie mogłam patrzeć na to jak postępuje moja przyjaciółka, totalnie się z tym nie zgadzając, a ona z żalem w głosie, wykrzykiwała, że nie czuję, żebym ją wspierała, w tak trudnej dla niej sytuacji.

Cała historia zakończyła się w oczywisty sposób, Grażyna myślała, że jest w ciąży, więc go o tym poinformowała, a on spoglądając na nią zadał jej jedno z ostatnich pytań: „A to moje dziecko?”. Jak się później okazało, przyjaciółka nie była w ciąży, ale za to jego dziewczyna jakiś czas po ich spotkaniu, już tak.

Mój dylemat pozostaje do dziś nierozwiązany. Kiedy ktoś z bliskich postępuje tak, jak by byśmy nigdy nie postąpili, to co zrobić? Odejść ? Nachalnie, jak mantrę powtarzać, że źle robi ? Wspierać ? Tylko jak. Nie było by to fałszywym zachowaniem. Rozczulać się nad człowiekiem, który świadomie wpakowała się w tak toksyczną relację, bo przecież zaraz, gdy dowiedziała się o istnieniu jego dziewczyny, mogła wszystko zakończyć. Wrzucić na luz i myśleć, a sex też jest fajny, życie jest jedno, niech się dziewczyna bawi? I już nawet nie mówią o takiej sytuacji, ale też o wszystkich innych ludzkich postępowaniach, zupełnie sprzecznych z naszymi wartościami życiowymi.

A może to po prostu kwestia złego doboru ludzi w swoim życiu?

8 przemyśleń na temat “Trudne strony przyjaźni.

  1. Ups…. no to się porobiło. Wiesz, daleko mi do wydawania sądów, więc powiem jedynie co czuję i myślę. A myślę, że mieć przyjaciółkę w Twojej osobie – to prawdziwy skarb. Dlaczego? Ponieważ prawdziwa przyjaźń nie jest po to, by sobie wzajemnie słodzić i wyprzedzać siebie wzajemnie w komplementach i miłych słówkach. To nie tylko spędzanie ze sobą świetnych, pozytywnych chwil (wspólne rozmowy, imprezy, podróże itp[ itd.). To także towarzyszenie tej drugiej osobie, kiedy wali się jej życie, ( bo np. straciłam pracę, facet zdradził, ktoś bliski umarł itd). Prawdziwa przyjaźń (a z twojej strony tak tą relację widzę) nie boi się też krytyki (tej zasadnej) , otwierania oczu na prawdę , gdy ty jej nie widzisz, stawanie w obronie tej osoby (bo widzę, że dzieje się jej krzywda). Do tego potrzeba ogromnej dojrzałości i wielkiej odwagi. Ty ją masz. Zaryzykowałaś licząc się z tym, że będzie trudno (że nie uwierzy), bo ci zależało na niej i na jej dobru. To się chwali. Ciężko dziś o takich ludzi wokół siebie… Też miałam podobny temat poruszać u siebie (choć u mnie problem był nieco inny, niemniej znajomość także się rozpadła i to po 10 latach.). Kobietę zaślepiła miłość do Romea, ale myślę, że z perspektywy czasu – Grażyna zrozumie (a może już zrozumiała ) swój błąd. Lepiej próbować, zrobić wszystko co możliwe, niż nie spróbować a potem żałować. ps. Dziękuję za odwiedzinki i dodanie do czytanych.:)

    • nielubiebrukselki

      No właśnie chyba trochę zmądrzała, choć ciężko stwierdzić, bo nie widuję się z nią zbyt często, a przez ostatni rok w ogóle i raczej się to nie zmieni. Dziękuje za miłe słowa. Zawsze staram się być obiektywna i zrozumieć tego drugiego człowieka, nawet jeśli robi durnoty, ale brakowała nam dobrego fundamentu, żeby ta relacja przetrwała, choć podobno źle na mnie wpływała, więc chyba dobrze, że się skończyła, bo z drugiej strony, ja wywoływałam w niej też złe emocje, więc nic innego nie pozostało jak zakończyć relację i skupić się na tym co jeszcze mogę zmienić, naprawić, czyli terapii.

  2. Powiem Ci tak…
    Przede wszystkim Twoje zdanie podsumowujące- odnośnie złego doboru ludzi w życiu- to strzał w dziesiątkę. ALE… kto z nas nie jest toksyczny? Twoja przyjaciółka wpakowała się w chorą sytuację na własne życzenie- prawda. Ale Ty też masz trochę za uszami i starasz się to naprawić na terapii ;) Każdy z nas ma wady, każdy może popełniać błędy. Eliminowanie z życia ludzi na podstawie nierozsądnych czynów zrobiłoby z nas wszystkich samotników.

    Mam wspaniałą przyjaciółkę. Ta przyjaźń utrzymuje się od wielu lat pomimo, że się na to na początku nie zanosiło. Ostatnim określeniem, jakie możnaby skierować do mojej osoby, jest „rozsądna”. Moja przyjaciółka za to jest kompletnym przeciwieństwem (ma syndrom DDA tak w ogóle) i wiem, że nie pochwala moich wariacji. Zwraca mi uwagę, mówi, że sama by czegoś nie zrobiła albo zrobiła inaczej. Ale pomimo tego daje mi te „blędy” popełniać. Jest przy mnie zawsze, choćby nie wiem co. Nie miesza się, nie wtrąca, zachowuje dystans, ale czeka w pogotowiu. Myślę, że tak to powinno wyglądać.
    A to, że tamten lovelas był w stanie Was skłócić tylko świadczy o tym, jak niedojrzała była ta przyjaźń, niestety. Lojalność jest niezbędna w relacjach między ludźmi.

    • nielubiebrukselki

      No właśnie, ja wiem, że mam za uszami, jak każdy i tu nie chodzi, o to że szukam ideału, tylko własnie o taki szczegóły, że gość był w stanie nas skłócić lub też, kłamała, kręciła i nie mówiła prawdy. Trudny temat zwłaszcza, że nasza relacja miała wiele mankamentów, ale podstaw do tego, żeby się utrzymała też było brak.

  3. Ech…naprodukowałam się i komentarza nie widzę, więc napiszę jedynie: zrobiłaś, co mogłaś. W swojej postawie okazałaś się niezwykłą lojalnością, odwagą i sercem.. Szkoda, że On wam nabruździł, ale może faktycznie ze strony Grażyny zabrakło i zaufania do Ciebie i dojrzałości?…

    • nielubiebrukselki

      Wszystko gra, musiałam tylko zaakceptować komentarz – tak zwana modernizacja :P I już go widać. Wiele brakowało w naszej relacji, a przede wszystkim podstaw bez których, jakakolwiek relacja nie ma szans przetrwać.

      • ~Jo-An

        Teraz widzę:) wielka ulga, gdyż już posądzałam o złośliwość mój kochany komputer :D czasem robi mi psikusy :). Myślę, że w każdej relacji jakiś mankament się znajdzie (w końcu nikt z nas nie jest idealny). Życie to najlepszy nauczyciel , tylko strasznie dużo bierze za lekcje.

  4. Kiedyś, dawno temu, jeszcze w LO stałam się niestety jakimś centrum rozgrywki jednej panienki i dwóch gości. Otóż J miała od paru lat faceta – K. Podobała się ona też mojemu kumplowi – T. ale wiadomo, nic z tym nie robił. NIestety ona z jakiegoś powodu znudzona K. zaczęła go nachodzić, zawracać mu gitarę, aż w końcu zostali parą. Niestety, K. był przyjacielem mojego ówczesnego chłopaka, więc kiedy ta lafirynda rozwaliła całe nasze towarzystwo, wszyscy mieli pretensje właśnie do mnie (!) bo WIEDZIAŁAM PRZEZ CAŁY CZAS O WSZYSTKIM. Bo T. mi się zwierzał.
    Dzięki Bogu jestem już star(sz)a ;)) i mam sprawdzonych, starych dobrych przyjaciół. Gdybym się dowiedziała, że facet mojej przyjaciółki jest zwykłym ciulem, powiedziałabym jej to i dostarczyła dowodów. Może by się na mnie obraziła ale przynajmniej nie zrąbałaby sobie życia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>