Dzieje się.

Standardowy

Trochę się ostatnio u mnie działo. Spotkanie z ojcem nagle przyszło, zupełnie nieplanowane. Czy powiedziałam co czuje ? Nie. Czy mi przeszło? Nie. Czy zapytał co się stało, że przez ostatnie pół roku się nie odzywałam? Nie – ale z tego akurat się cieszę. Wszystkie moje wyobrażenie o spotkaniu z nim, zakończyły się. Stres był ogromny, więc choć jedno odeszło z głowy i nie znęca się, wewnętrznie nademną. Co dalej? Nie wiem.

Z psycholog nie widziałam się już 2 tygodnie, bo uwaga! , znalazłam pracę! I to tą, która najbardziej mi się spodobała, gdy wysyłałam dokumenty rekrutacyjne i związana z moim ukochanym sportem. Jestem tam od 3 dni, a czuję się jak bym pracowała tam od kilku lat. Jestem dobrej myśli choć przerażają mnie pewne zadania, które muszę wypełniać każdego dnia, ale ja bardzo lubię wyzwania. Dużo ludzi, fantastycznych ludzi dookoła. Trochę jeszcze buzują emocję i nie mogę się nagadać o tej pracy, bo bardzo bym chciała tam zagościć na dłużej, ale zobaczymy jak to wyjdzie. Już od trzech dni mam umowę, pierwsze pochwały od manager padły, więc mam nadzieję, że będzie coraz lepiej.

Wszystkie złe i szepczące głosy w głowie ucichły. Mam nadzieję, że będzie coraz lepiej. Choć zdaję sobie sprawę z tego, że jak narazie to emocję związane z pracą biorą górę. I chyba coraz bardziej czuję, że to jednak za fotografią powinnam iść, ale ta praca pozwoli mi zarobić pieniądze na nowy sprzęt, który pozwoli mi rozwijać się jeszcze bardziej.

Do tego wszystkiego doszły nerwy związane z moim psiakiem. Komuś bardzo przeszkadzał i gdy poszedł na swoją przechadzkę, to ktoś go skopał i chodzi tak mój ten biedy zwierzach kulawy i potłuczony.

Jak się czuję? Trochę przerażona, trochę ciekawa, może trochę lepiej, ale ogólnie nie lubię zmian w swoim życiu. Bardzo trudno przyzwyczajam się do nich, a zmiana pracy to jednak dość duży przewrót w życiu.

Niestety zmęczenie fizyczne daje się we znaki. Jeszcze jak emocję opadną po dniu pracy to wskaźnik mocy jest na minusowym polu.

Historia z pracą w ogóle mogła skończyć się inaczej. Wysyłając CV do pracy, w której zostałam zatrudniona, zapisałam sobie numer telefonu osoby, która się kontaktuje z wybranymi kandydatami, bo tak bardzo zależało mi na tej pracy, że obawiała się, że mogę przegapić numer. I gdy tak sobie leżałam, rozmyślając na jakiś nieważny temat, telefon zadzwonił, a na ekranie widniał napis, który wpisywałam kilka dni wcześniej. I co Brukselka zrobiła ?! Taak ! Nie odebrała. 3 dni się zastanawiałam czy oddzwonić. 3 dni przekonywałam się, że jestem dość mądra, inteligentna, pracowita, ogarnięta, wartościowa i ładna, aby starać się o właśnie tą pracę. Oddzwoniłam. Zostałam zaproszona na rozmowę kwalifikacyjną, na której ciągle słyszałam, że super i że mam świetne pomysły. Telefon miał być 2 dni później o godzinie 10 rano. Gdy nadszedł dzień wiadomości czy zostałam przyjęta czy nie o 10 rano czekałam i o 11 też czekałam i o 12 również czekałam. O 13 zaczęły wkradać się wątpliwości, o 14 zaczęłam przeglądać najnowsze ogłoszenia o pracę i wyszłam na spacer, bez telefonu, bez nadziei, zawiedziona. Wracam. Spoglądam na ekran, a tam nieodebrane połączenie od mojego przyszłego pracodawcy. I tak to właśnie Brukselka lubi sobie czasem skomplikować życie. Na szczęście 3 dni mojego zastanawiania się, nie sprawiło, że moja upragniona praca została by tylko wspomnieniem lecz stała się codziennym obowiązkiem :)

I to jest ten moment, w którym myślę, że wszystko w naszym życiu jest po coś i pojawia się w określonym momencie, wtedy gdy jesteśmy na to gotowi. Wiem, że gdyby taka sytuacja miała miejsce rok temu, na pewno nie była bym w stanie przekonać samej siebie, że jestem wystarczająco dobra, aby sobie poradzić.

Jak się okazuje, radzę sobie świetnie. Jednak trzeba próbować swoich sił, a nie od razu stawiać samego siebie na przegranej pozycji. Wiem, że jeszcze dużo pracy przedmną, ale gdy widzi się, że praca nad sobą nie idzie na marne to czuję się cholernie dużą satysfakcję.

10 przemyśleń na temat “Dzieje się.

  1. Nie ma to jak dobre wieści – psycholog będzie miała trochę wolnego czasu…
    Zaczynam korzystać z Twojego sposobu motywacji: jestem dość mądry, inteligentny, pracowity, ogarnięty, wartościowy i ładny, aby w poniedziałek znów ruszyć do pracy.

  2. Gratulacje!! Ile pozytywnych zmian w krótkim czasie, wow!! Najpierw Woodstock, teraz praca, a do tego spotkanie z tatą (jak do niego doszło tak w ogóle? Opiszesz, co czułaś?)!

    • nielubiebrukselki

      Wszystko zaczęło się od tego, że ojciec pokłócił się z młodszym bratem (z tym którym się wyprowadził). Młody się obraził i wyprowadził, ojciec pozostał sam w swoim mieszkaniu, a że miał urlop a sam w mieszkaniu za długo nie wytrzyma to zawitał do nad, do domu. I tak po 2,5 roku nie wchodzenia w ogóle na nasz teren, wszedł bez żadnego problemu, wypił kawę, zjadł obiad itp.
      Moja głowa od dłuższego czasu dręczyła mnie czarnymi scenariuszami, że na pewno jak go zobaczę to mi się uleję, że wykrzyczę mu to wszystko o czym milczę, a w zamian za to, na pewno będzie mega afera, bądź dojdzie do rękoczynów. Ale w gruncie rzeczy nic takiego się nie stało. Ojciec jak gdyby nigdy nic, powiedział cześć, skomentował moje włosy „Coś Ty sobie zrobiła na głowie.” I wszedł do domu. Nie pytając dlaczego nie odbieram telefonu i dlaczego nie widzieliśmy się przez ostanie 6 miesięcy.
      Bałam się, że jak go zobaczę i zobaczę, że w ogóle że może być normalnie, to moje wszystkie uczucia znowu gdzieś ukryje w środku i stwierdzę, że nie są warte uwagi, energii i czasu, bo przecież może być normalnie, tylko muszę schować wszystko co boli, gdzieś głęboko. Ale tak na szczęście też się nie stało. Owszem, nie robiłam scen, typu „Ja wychodzę, nie będę z nim siedzieć w jednym pomieszczeniu”, bo to totalnie nie chodzi o to, żeby w tak prostacki sposób sprawiać mu przykrość i w dziecinny sposób pokazywać swój bunt i niezgodę na to co mi się nie podoba.
      Kiedy pytał, odpowiadałam, ale gdy zaprosił nas wszystkich (mój młodszy brat w końcu się obraził i wprowadził się znowu) na niedzielny, rodzinny obiad, to jednak wolałam zrezygnować, z kolejnego zbiorowego udawania jak wszystko gra. Smutne jest to, że rodzeństwo też ma jakieś żale, też cierpi i są sytuację które ich bolą i mówią o tym głośno. Tylko problem polega na tym, że każdy gada po cichu, po kontach, ze strachem w oczach, żeby tylko nie powtórzyć tego ojcu. Ja już jakiś czas temu, stwierdziłam, że siadanie w gronie rodzinnym i uśmiechanie się i bycie dla siebie miłym jest dla mnie bez sensu i jestem zmęczona udawaniem, że nic się nie stało, przez te wszystkie lata.
      Myślę, że jeszcze potrzebuje, bardzo dużo czasu, żeby przeżyć i przemyśleć te wszystkie złości i żale, które powinny być przeżywane na bieżąco, ale nie były, bo wiedziałam jakiego są konsekwencje niesubordynacji w moim domu.
      Cholernie trudne to wszystko, tak po tylu latach wracać do tych uśpionych uczuć, emocji i pewnie znajdą się osoby, które trzasną umoralniającą gadkę, jak to przeszłość jest nie ważna i nie warto się na niej skupiać. Ja mówię, głośno i wyraźnie NIE! Przeszłość jest cholernie ważna, a jeżeli są sytuację, które co rusz odradzają się w naszej głowie, bądź wywołały złe konsekwencje to wręcz trzeba do przeszłości wrócić, być smutnym, płakać, cierpieć i przeżyć to co powinno być przeżyte już dawno.
      Bardzo nie podobało mi się to, że po 2,5 roku olewania, ojciec i mój młodszy brat ponownie pojawili się w moim domu. W domu, w którym poczułam się choć odrobinie bardziej bezpiecznie niż przez moje całe życie. Nie podoba mi się to, że można tak po porostu spakować swoje rzeczy, wyprowadzić się, a później sobie wrócić jak gdyby nigdy nic. Wiem, może to okropne z mojej strony, że tak czuję i myślę, ale tak jest, a mój blog jest miejscem wolnym i szczerym, gdzie nie powstrzymuje żadnych myśli, nawet tych które nie brzmią zbyt dobrze.
      Na pewno jestem już spokojniejsza, wiem że spotkanie z ojcem nie spowoduje większych kłótni czy poważniejszych konsekwencji. Teraz głównie pochłonęła mnie nowa praca i to na niej się skupie, choć wizyty u psycholog wracają do grafiku, bo nowa praca pozwala mi zawitać znowu do mojej ulubionej pani psycholog. Także nabieram tempa i lecę do przodu. Energia mnie rozpiera i nowa menager zamiast mnie deptać do ziemi powtarzając mi codziennie, że jestem głupim debilem, uskrzydla nas i chwali, gdy uda nam się osiągnąć wyznaczony cel. Wspiera nas i wiem, że możemy na nią liczyć, jako sprzedawcy. Dawno nie czułam się tak dobrze słysząc od człowieka, który zna mnie tak naprawdę przez tydzień, że we mnie wierzy i jest dumny z tego, że tak świetnie sobie radzę. Choć pierwsze konflikty z pracownikami już za mną choć w pracy jestem 6 tydzień :)

      • Dzięki za tak obszerną odpowiedź, właściwie odzielny wpis. Twój tata żyje chyba na innej planecie, albo poluzowała mu się jakaś klepka. Nikt normalny nie zachowuje się w taki sposób…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>