Gdy chcesz dobrze a wychodzi źle.

Standardowy

Jak wiecie od niecałego miesiąca mam nową pracę. Zespół jest kilkunastoosobowy. Na moim stanowisku pracują jeszcze trzy osoby. Jak się okazało po moim zatrudnieniu, menadżer klubu sportowego, w którym pracuje też jest od niedawna.

Niestety, wbijając się w stary skład, zatrudniony przez inną osobę, trudno jest się odnaleźć. Myślałam, że daję radę, do momentu gdy złych emocji i spięć między nami zrobiło się naprawdę bardzo dużo. Jedna z koleżanek (ta o której już wspominałam kilka notatek wstecz) ma dziwne podejście do swojej pracy. Totalnie nie szanuje klienta – a praca przecież typowo sprzedażowo- obsługowa. Kilka dni temu, tak podniosła mi ciśnienie swoim nastawieniem do obowiązków, że powiedziałam komuś, że strasznie mnie wkurzyła. I tu popełniłam przeogromny błąd. Zamiast powiedzieć to bezpośrednio do osoby, która mnie wkurzyła powiedziałam to osobie, która przychodziła na zmianę i tak oto powstała afera.

Ogólnie rzecz biorąc, nie rozumiem podejścia do pracy moich koleżanek, które mają wszystko w dupie i ciągle tylko słyszę tekst, że one tego nie zrobią „bo to nie jest ich obowiązek”. Ja mam trochę inne podejście do pracy i do swoich obowiązków. Skoro wszyscy pracujemy w jednym miejscu, to pracujemy wspólnie na dobre imię klubu i żeby wszystko pracowało dobrze, nawet jeśli będzie trzeba zrobić coś co wykracza poza nasze obowiązki. Jak się okazuje mój system pracy i wykorzystywanie obecności 8 godzinnej na 200 % spotkał się z wielkim oburzeniem i lawiną komentarzy, jaki to ze mnie frajer, kapuś, i że mam nie pokazywać, że coś umiem, bo później będą mnie wykorzystywać.

Ale najbardziej nie podoba mi się to jak obrażają za plecami naszą menadżer, którą jak się okazało jest świetnym człowiekiem, który stara się pomóc jak tylko może. Mamy bardzo podobną wizję rozwijania klubu, jesteśmy bardzo w podobny sposób uparte i nie zgadzamy się z tym samym zachowaniem w zespole.

Niestety, gdy konflikt urósł do ogromnych rozmiarów, emocję przeszły wszystkie granicę, zawaliłam cały dzień, nie miałam żadnych efektów sprzedaży co było widać w moim codziennym rozliczaniu. Na drugi dzień zawitałam do gabinetu mojej menadżer, w niezbyt dobrym humorze i przygnębiona sytuacją jaka panuje w zespole, ulało mi się i opowiedziałam o wszystkich złych rzeczach, jakie dzieją się w zespole, ale teraz mam moralniaka, że chyba zbyt mocno poniosły mnie emocję i za dużo jej powiedziałam.

Wkurza mnie nastawienie dziewczyn do pracy, do robienia czegoś nowego i jak się później okazało je bardzo denerwuje moje pozytywne nastawienie do pracy i do celów, które mam wyznaczone. A największym problem jest to, że menadżer jest ze mnie zadowolona i wcale tego nie ukrywa, chwaląc mnie przy koleżankach.

Nigdy nie wiem co robić w takich sytuacjach, czy być lojalna wobec koleżanek, które nie grają fer, czy po prostu problem rozwiązywać z menadżer, która uważa, że jestem jedną z nielicznych osób, po których widać, że zależy jej na klubie, na zespole i na tym żeby wszystko dobrze działało.

Ciężkie dni przedemną, zwłaszcza że menadżer chcę zrobić porządek w zespole i zwolnić osoby, które psują atmosferę, przez co sprzedaż nie idzie tak jak powinna, bo złe emocję biorą górę i efektywność każdej z nas spada mocno w dół.

Nie lubię takich sytuacji, nie wiem co jest dobre, co jest uczuciwę, a co jest nie fer. Ciągle słyszę jakieś opinie, co mam robić a co nie.

Nie zgadzam się z opinią o mojej menadżer, o czym głośno mówię, a co spotyka się z ogromnym nie zadowoleniem.

Tylko ja naprawdę jestem szczęśliwa, że jestem tu gdzie jestem. Ostatnie lata mojego życia były cholernie ciężkie. Życie ciągle miało dla mnie jakieś niespodzianki, a teraz w końcu zdarzyło się coś dobrego. Nie umiem usiąść z nimi i narzekać na wszystko dookoła, bo po poprzedniej pracy, gdzie na każdym kroku próbowali udowodnić mi, że jestem głupsza, bo mam niższe wykształcenie od szefostwa. Nie mogę usiąść z nimi i narzekać i cisnąć mojej menadżer za plecami, bo widzę, ile pracy i serca wkłada w swoją pracę, że jest profesjonalna i można na niej polegać. Nie umiem powiedzieć, że czegoś się nie da, bo gdybym tak myślała, to już bym dawno się poddała, nie tylko jeśli o chodzi o pracę, ale także jeśli chodzi o życie i terapię, o której też na początku myślałam, że się nie da. Nie da się uśmiechać, nie da się ogarnąć przeszłości, nie da się być szczęśliwym tak po prostu. A jednak staję tu gdzie jestem, z kręgosłupem jest lepiej, znalazłam pracę wyjątkową i oryginalną jeśli chodzi o dostępność ciekawych ofert w moim mieście, nie mogę tak po prostu usiąść z koleżankami i narzekać na swój los, co jest oczywiście kolejnym powodem.

Będzie ciężko, ale nie poddam się. Mam strasznie kiepski dzień i myślę, że kolejne będę wcale nie lepsze. Mam ogromny chaos w głowie, bo chciała bym stworzyć drużynę, która będzie się wspierała i uzupełniała, a nie ciągle rodziła nowe konflikty. Nie na wszystko mam wpływ i chyba czeka mnie dalsza nauka odróżniania rzeczy tych które mogę zmienić od tych które nie zależą odemnie.

16 przemyśleń na temat “Gdy chcesz dobrze a wychodzi źle.

  1. Zastanawiam się nad tym, co napisałaś, bo tu nie wystarczy zwykły komentarz. To jest, niestety, bardzo poważny problem. Jeśli cię to pocieszy, to miałam kiedyś bardzo podobną sytuację. Szefowa chwaliła mnie codziennie przy dziewczynach, porównywała ich pracę do mojej, mówiła np. „Ty nie możesz przyjść na czas, ale Ahaja, która ma dwoje małych dzieci jakoś może!” „Tobie za trudno jest posprzątać po sobie, ale Ahaja zawsze zostawia czyste stanowisko pracy!” Cholera, aż mi głupio było, Zastanawiałam się czy ona wie, że robi mi niedźwiedzią przysługę i czasami marzyłam żeby się zamknęła :D Widziałam jak dziewczyny zaczynają na mnie patrzeć, gadać za plecami, ale robiłam swoje i nadal im pomagałam, bo taka po prostu jestem. W końcu same się przekonały do mnie i atmosfera się oczyściła. Z kilkoma nawet zakumplowałam się bliżej. Chociaż nie obyło się wcześniej też bez ostrego spięcia o… kawę, Pewnego razu miałam dosyć tego, że ciągle to ja kupuję kawę i herbatę, a piją wszystkie. Może pierdoła, ale po kilku miesiącach każdy by się wkurzył. One natomiast stwierdziły, że przecież ja zarabiam najwięcej! Szlag mnie trafił i trochę im wygarnęłam (pomijam fakt, że wszystkie były na utrzymaniu rodziców, a kasę z pracy wydawały na ciuchy – ja miałam dzieci na utrzymaniu. Może dlatego tak przykładałam się do pracy, czego efektem były wyższe zarobki),
    Ale wracając do ciebie. Naprawdę mam nadzieję, że u ciebie atmosfera się oczyści, bo jeśli nie – proponuję rozejrzeć się za inną pracą. Niestety stosunki w pracy są ważniejsze niż wszystko inne, nawet zarobki. Jeśli nie chodzisz do pracy z przyjemnością, tylko z bólem brzucha – to wkrótce się wykończysz, a wtedy żadne pieniądze świata nie wrócą ci zdrowia.
    Oczywiście życzę ci aby w twoim przypadku było inaczej. A co do informowania przełożonej, to faktycznie najpierw pogadaj z samą osobą zainteresowaną, bez względu na to jak zareaguje. Po prostu żeby być w porządku z samą sobą.
    Uffff ale się rozpisałam…

    • nielubiebrukselki

      Po napisaniu tej mojej notatki, poczułam pierwszy raz potrzebę zakończenia, prowadzenia bloga. Stwierdziłam, że moje wpisy stają się monotonne i nie są już tak głębokie i refleksyjne jak te początkowe. Ale patrząc na Twój komentarz chyba zmieniłam zdanie :P A co do chodzenia do pracy to choć jestem młoda i to moja druga poważna praca to akurat mam takie „szczęście” w życiu, że w krótkim czasie chcę mnie dużo nauczyć. Miałam poprzednią pracę jaką miałam, szefowa raczej na każdym kroku dawała mi do zrozumienia, że jestem głupia i nie miałam problemu z tym, żeby powiedzieć mi że jestem, cyt. suką, bo nie chcę zrobić jej zakupów do domu. Tu znowu jest wręcz przeciwnie, menadżer stara się zespół ciągnąc w górę, motywować, przybije piątek, jak coś się uda, uśmiechnie się i pomoże ZAWSZE jak mam jakiś problem i trzy miliony pytań. Wiem co to znaczy, chodzić do pracy z bólem brzucha, a teraz poznałam co znaczy powiedzenie ” Jak lubisz swoją pracę, to nie poczujesz, że pracujesz.” Właśnie dziś rozpoczynam trzy dniowy urlop, ale jest mi smutno bo wolała bym iść do pracy, popatrzeć na uśmiechnięte buzie moich klientów, zagadać co u nich słychać, itp. (muszę się nauczyć odpoczywać :P). Ale moja menadżer jest ze mnie zadowolona, więc niestety zmiana zespołu będzie, ale tego starego.
      A co do rozmawiania z osobą zainteresowaną, to oczywiście próbowałam. Tylko niestety w moim życiu nadal przeszłość macza swoje palce. Nie mam nawyku mówienie o swoich uczuciach w momencie, gdy je czuje. Czyli, gdy koleżanka chamsko potraktuje klienta, nie mówię jej tego bezpośrednio tylko mówię to innej osobie – ale nie z zamiarem obgadywanie, bardziej z chęcią „wygadania” tych emocji. Przez całe życie nie mogłam mówić o swoich uczuciach, o tym co mnie wkurza, boli i o tym, że ktoś robi coś nie tak i jak się okazuje, nadal tego nie umiem. Ale gdy się okazało, że koleżanka której przekazałam swoje emocję, nie wahała się żeby przekazać to co mówiłam, tej która mnie wkurzyła, to ta na którą się wkurzyłam, zwróciła mi uwagę (i słusznie), że jak mam coś do niej to mam mówić do niej a nie do kogoś innego (tu pojawia się problem o którym napisałam w poprzednim zdaniu) więc jej powiedziałam o co mi chodziło, że źle traktuje niektórych klientów, to ona się obraziła i stwierdziła, że skoro ja jej wytykam jej błędy to ona będzie też mi je wytykała. Więc z wielką ciekawością zapytałam o te moje błędo-wady więc mi z wielkim zbulwersowaniem powiedziała, że … gadam za głośno :P Umarłam ze śmiechu prawie, oczywiście z powagą na twarzy wysłuchałam jej długiego wywodu o tonie mojego głosu i o tym jak moje koleżanki też tak twierdzą lecz i to tym nie powiedzą. Jej kolejnym krokiem była rozmowa z trzecią z nas, której naopowiadała takich bzdur, że nawet nie będę ich opisywała. Więc ja wychodząc z założenia, że jak mam przez kolejny tydzień słuchać jej wywodów i patrzeć na jej fochy, gdy zwrócę jej uwagę, to mi się nie chcę nawet zaczynać tematu.

  2. To prawda! Praca która męczy psychicznie (bo fizycznie to każda męczy ;D) z powodu atmosfery to katorga! Miałam podobnie na początku. Nie dość, że nie wszystko rozumiałam po angielsku to wydawało mi się, że nikt mnie nie lubi oraz, że tylko ja pracuję, a inni się opierdzielają… Najpierw zaciskałam zęby, bo po za tym praca jest całkiem spoko, a potem nadeszły zmiany, zmieniono nam kierownika, który zrobił trochę porządku no i sam w sobie jest dużo fajniejszym gościem niż poprzedni. W dodatku ucięłam sobie też z nim pogawędkę i traktuje mnie tak jak poprosiłam wiec teraz do pracy chodzę z uśmiechem na twarzy. :) No i właśnie najważniejsze to to, że sam nowy szef wydaje się mnie lubić, a poprzedni wyraźnie chciał mnie wykurzyć.. heh. Dasz radę! Albo się zaaklimatyzujesz, albo przyjdzie czas, że ktoś serio zrobi porządki i zmieni się kadra na lepsze! 3mam kciuki!

    • nielubiebrukselki

      Nowa menadżer ma takie założenie, aby zmienić zespół i wcale jej się nie dziwie, bo przez jakieś takie małe spięcia robią się ogromne spięcia co źle wpływa na sprzedaż i pojawia się cała lawina złych konsekwencji.

  3. Hmmm…trochę jesteś między młotem a kowadłem.
    Ja powiem wprost: kieruj się tylko i wyłącznie tym, czego Ty chcesz. Jesteś szczęśliwa w tym miejscu? To bądź :) Pracuj dalej tak świetnie, nie przejmuj się opinią tych dzi…ewczyn ;) Zespół się może zmienić i może trafią się osoby, którym tak samo będzie zależało na tym, żeby wszystko grało.
    Ja byłam w sytuacji, kiedy to moja szefowa zlewała swoją działalność a ja robiłam WSZYSTKO. Rzuciłam to w diabły kiedy tylko nadarzyła się okazja ;) Czasem zastanawiam się jak sobie poradziła po moim zwolnieniu…

    • nielubiebrukselki

      No właśnie jestem! Nie poznaje siebie normalnie! Mam tyle energii i pomysłów, że aż jestem w szoku, że z tak złymi wynikami krwi i z tak dużą anemią mam takie ADHD :P Ostatnio się zastanawiałam czy nie mam jakiejś choroby, bo po tym kilku miesięcznym przestoju taka zmiana to aż strach :D Zmienię taktykę, chciałam grać drużynowo – bo myślę, że gra drużynowa daje najlepsze efekty- ale drużyna jest kiepska więc skupie się na sobie i będę grać indywidualnie, pracować jak zawsze na 200 % i będę się rozwijać, żeby stać się najlepszym sprzedawcą!
      Bo jak się za coś biorę, to lubię i chcę być w tym najlepsza :P Chyba tak mnie mama wychowała, że mam taki upór w sobie i nie ma dla mnie rzeczy, których nie mogła bym się nauczyć.

  4. Długo się zastanawiałam, co Ci poradzić. Przeczytałam tekst od razu, ja się tylko pojawił, ale nic mi nie przyszło do głowy… Myślę, że najlepszym rozwiązaniem będzie robić z uśmiechem swoje, bo to lubisz i Ci wychodzi. Nie próbuj na siłę integrować ludzi, bo wiele z nich ma pracę gdzieś. Możliwe, że te dziewczyny trafiły tam z przypadku i wcale nie chcą się tak angażować, jak Ty. Szkoda Twoich nerwów i niepotrzebnych konfliktów. Kto ma Cię zauważyć i docenić, to to zrobi. Pracowałam kiedyś w takim jakby „małpim gaju” dla dzieci, którego kierowniczka była tak obrzydliwą, wysuszoną fizycznie i psychicznie osobą, że na stronie internetowej tego miejsca pojawiały się co jakiś czas komentarze zwracające na to uwagę. Ludzie pisali, że miejsce jest super, pomysł świetny (można tam było zostawić dzieci i pójść spokojnie na zakupy), ale niestety kierowniczka jest tam chyba za karę.

    I nie chcę więcej czytać o żadnych Twoich pomysłam rezygnowania z bloga, czy to jakiś okrutny żart????????? :(

    • nielubiebrukselki

      Dzięki za wsparcie, zwłaszcza że za mną znowu konfliktowy dzień.
      Coraz częściej się zastanawiam nad tym, bo moje wpisy nie są już takie jak kiedyś, ja się zmieniłam, w życiu trochę się zmieniło. Nie wiem czy jest sens ciągłego pisania o pracy, która jest jak ogień i woda, uwielbiam ją ze względu na obowiązki i kontakt z ludźmi, a z drugiej strony nienawidzę, przez „koleżanki”. Ale teraz to najbardziej wzbudza emocję i góruje. Po za tym doszły mnie wieści, że ojciec chcę oddać mieszkanie młodszemu bratu i jego znajomym i spowrotem sprowadzić się do nas, więc jestem totalnie rozbira i chcę mi się ciągle płakać, ale trzymam pion, bo tak trochę wieśniacko ryczeć w pracy. Poprosiłam też moją menadżer, żeby mnie nie chwaliła przy dziewczynach, bo działa to na nie jak czerwona płachta, dziś znowu dostałam pochwałę, więc koleżanka ze zmiany nie odezwała się do mnie słowem. I nie wiem jak zażegnać ten konflikt. Nie zrobiłam też dziś tego co chciała osoba, która jest głównym prowodyrem kłótni i plotek, czyli nie zamieniłam się z nią dniami na wolne, więc oburzenie było jeszcze większe, bo nie umiem grać drużynowo, tylko szkoda, że kurw** drużyna jest wtedy kiedy to one czegoś chcą. Jutro mam wizytę u psycholog, coś czuję, że będę ryczeć jak bóbr, pierwszy raz u niej.

      • My nie chcemy Ciebie czytać, bo dostarczasz nam tekstów, których sobie życzymy. Chcemy Cię czytać, bo chcemy być na bieżąco z tym, co u Ciebie słychać. To normalne, że teraz pochłania Cię praca, ale to nie oznacza, że Twoje teksty stały się płytkie. Pomyśl tylko, ile miałaś tu napisanych tekstów bez większego ruchu, aż zasiadłam i wszystkie od dechy do dechy przeczytałam. Teraz masz wspaniałe wierne grono czytelnicze i chcesz nas opuścić! To nie ma sensu Mała. Raz na wozie, raz pod wozem, więc nie/stety, ale życie zgotuje Ci jeszcze inspiracje do głębokich tekstów, jak np niestety wprowadzka taty.

  5. Nie zgadzam się, żebyś sobie poszła! Nie, nie, nie!
    A co będzie z nami – kółkiem różańcowym/kołem gospodyń wiejskich/grupą wsparcia? ;))))
    Podpisuję się pod petycją „Brukselka zostaje”! Tak w kontraście do nazwy Twego bloga w mojej grupie linków ;D

  6. ~Jo-An

    Ja też stanowczo protestuje! Nie rób nam tego!! Brukselka musi zostać i basta! Zawsze możesz sie wyżalić na blogu. To nie tylko przyjemność. Blogowanie to także forma psychoterapii. Pierwszy swój blog miał pełnić u mnie funkcje psychoterapeutyczną. A jak zobaczyłam, że moje przeżycia są tak bardzo bliskie wielu czytelnikom – zaczełam pisać na dobre. :) Nie umiem przestać, dlatego założyłam aktualny i bardzo się z tego cieszę, bo mogłam trafić na Ciebie, brukseleczko :). Głowa do góry, pierś do przodu!! Jesteśmy z Tobą!

  7. ~Trzy-m

    Jeżeli robisz to co lubisz i to daje Ci szczęście – rób to dalej i bądź w zgodzie ze sobą.
    Ja na Twoim miejscu po pierwsze poprosiłbym szefową żeby nie chwalił na forum, nie faworyzowała – z tego co piszesz to równa babka więc zrozumie. A po drugie jeszcze nie wymyśliłam co z tymi koleżankami. To przecież one się nie przykładają i źle zachowują więc to one powinny się zmienić nie Ty.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>