Nieświadome lizusostwo.

Standardowy

Od jakiegoś czasu zastanawiałam się nad problemem, który zrodził się w mojej pracy – konflikt z koleżankami z pracy. I może nie był by temat godny uwagi, gdyby nie to, że sytuacja jest bardzo podobna do tej, która przydarzyła mi się za czasów mojej szkoły. I była z resztą bardzo podobna. Tylko, że byłam okrzyknięta lizusem nauczycieli, a z rówieśnikami totalnie nie mogłam się dogadać.

Swoje przemyślenia rozpocząłem od podziału mojego zachowania na dobre i złe. Zastanawiałam się czy faktycznie robię coś złego. Analizując swoje zachowanie nie było nic czego mogłam się przyczepić. Byłam miła dla wszystkich, nie tylko dla menadżer, śmiałam się i żartowałam z wszystkimi po równo, pomocną dłonią służę również dla każdego. Ale mój obraz zmienił się po ostatniej rozmowie z psycholog.

Obawiam się, że dzieciństwo znowu bierze górę. Pochwały, uwaga zwrócona tylko na mnie, uczucie bycia ważniejszą od innych. Nie ma czym się chwalić i trochę mi wstyd, gdy myślę, że górę znowu biorą takie pragnienia. Niby ludzkie, niby normalne, ale wiem, że u mnie ich siły jest zbyt duża. Każda okazja, która sprawia, że mogę być „pogłaskana” i usłyszeć słowa pochwały sprawiają, że moja podświadomość podsuwa, co rusz to nowe pomysły jak pozyskać to czego moje wnętrze pragnie. Błędem było to, że na sprawę spoglądałam w zły sposób. Błędem było sortowanie zachowań na dobre i złe, bo tak naprawdę, to nie daję żadnej odpowiedzi, ale dzięki mojej psycholog spojrzałam na sprawę zupełnie inaczej.

Zadała mi bardzo proste pytanie: ” Co mi daję konkretne zachowanie, tej osoby którą sobie upatrzę.” Gdy sobie o tym myślę, pojawiają mi się w oczach łzy i jest mi strasznie smutno. Gdzieś w zakamarkach mojego „Ja” jest takie miejsce, w którym kumuluje się wszystko to czego nie dostałam, a bardzo bardzo tego pragnęłam. W miejscu tym jest mnóstwo nieodkochania, niedopieszczenia, niezauważenia, niedocenienia, niedostrzeżenia… To taka ogromna dziura, którą cały czas mam nadzieję zapełnić, dobrym słowem od innych. A im bardziej widzę okazję, żeby częściej je słyszeć tym bardziej kombinuje. To jest strasznie smutne i chyba trochę się tego wstydzę. Takiej próżności. Tego ogromnego pragnienia, które ciągle chcę czymś zapełnić.

A myśl o tym, że chciałam znowu być tak bardzo idealna, a znowu popełniłam błąd i że dzieciństwo znowu wpycha swoje paluchy w teraźniejszość, sprawia że czuję się jeszcze bardziej załamana i bezradna.