Smutki, smuteczki.

Standardowy

Ależ mam dziś smutny dzień. Jako że praca i osoby w niej ostatnio sprawiają, że pojawia się dużo emocji to to również uruchamia moją głowę do przeróżnych przemyśleń.

Sytuacja konfliktowa z koleżanką z początkowych postów zakończyła się tym, że została zwolniona. Kiedy się o tym dowiedziałam, poczułam się jak by mi ktoś ściął nogi. Całym sercem wierzyłam, że zdążę się z nią dogadać, że stworzymy fajny team i razem przeniesiemy góry. Niestety, jak się okazało, nie byłam pierwszą osobą z którą miała konflikt. Czułam chyba trochę też wyrzuty sumienia, bo to odemnie menadżer dowiedziała się o konflikcie. Nigdy nie wiem, co zrobić w takich sytuacjach. Czy ignorować problem i udawać, że się nic nie dzieje, czy jednak porozmawiać z kimś o problemie dość dużym. Czy poszłam celowo naskarżyć. Nie. Ulało mi się, kiedy zapytała co się dzieje, bo widzi że coś jest nie tak. Czy jestem słusznie nazywana kapusiem. Nie wiem. Może faktyczne nim jestem.

Sytuacja konfliktowa nabrała innego wymiaru. Czuję, że dziewczyny ze starego teamu mają do mnie żal o zwolnienie koleżanki. Miano kapusia nadal krąży, tylko nikt nie mówi tego głośno, ale wyjaśnia to niechęć nowy dziewczyn do mnie.

Dziś mija kolejny dzień, gdy dowiaduję się, o tym że moje koleżanki, raczej za mną nie przepadają i chodzą z pretensjami do menadżer.

Nie mam pomysły jak zakończyć konflikty w drużynie. Zaczynam się zastanawiać czy aby na pewno ze mną jest wszystko ok. I to jest mój największy problem. Czy ilość osób, które są złe na mnie, o to że dużo robię, powinno sprawić, że powinnam szukać problemu w sobie. Czy w ogóle jest jakaś określona liczba ludzi, która jak zgadza się, że ktoś postępuje źle to to automatycznie staję się prawdą. Karuzela uczuć. Zadziorność, która podpowiada, żeby się niby nie przejmować , i robić swoją na 300 %. Wrażliwość, która sprawia, że nocami sen przychodzi bardzo późno, przeplatany trudnymi myślami i łzami, że znowu coś jest nie tak, że znowu są konflikty. Ta namiastka wiary w siebie, w swoją inteligencje, uczciwość i pracowitość, którą budowałam przez ostatnie miesiące w gabinecie psychologa, która nie pozwala mi poddać się, dać sobą pomiatać i dawać sobie wmawiać, że moja pracowitość jest czymś złym.

Myśli nie dają spokoju. Dlaczego inni nadal są w stanie tak bardzo mocno wpłynąć na to co myślę, na to jaka jestem.

Jak wytłumaczyć, że za moim pedantyzmem i robieniem wszystkiego idealnie. kryje się moja przeszłość, gdzie ojciec „wyszkolił” biciem, agresją i krzykiem zachowania, które biorą, górę w pracy. Jak wytłumaczyć, że zajmuje się rzeczami, których mi ktoś nie karzę robić, ale są do zrobienia, bo przez całe dzieciństwo słuchałam krzyków jaki ze mnie głupek, który nie potrafi się domyślić, że trzeba coś zrobić, nieudacznik, który nie potrafi sam domyślić się, że jak coś jest brudne to trzeba to umyć, jak coś jest nieposkładane to trzeba to poskładać.

Jak wytłumaczyć, że pijany ojciec wpadał do pokoju i jak nie było czysto i poskładane tak jak on tego oczekiwał, to wpadał w szał, krzyczał i bił.

Świadomość tego skąd biorą się niektóre nawyki jest straszna. Kiedy widzi się w swoim codziennym, niepozornym zachowaniu, poukładane ciuchy w idealną kosteczkę, bo tak jestem „wytresowana”. Płyną łzy, bo pragnienie tego, żeby się urwać od tej przeszłości jest ogromne, a każde nawykowe zachowanie, przypomina że jest to nie możliwe.

Nie wiem jak się bronić. Nie wiem co robić. Boli.

4 przemyślenia na temat “Smutki, smuteczki.

  1. ~Jo-an

    Rzeczywiście…smutek absolutnie zrozumiały… atmosfera w pracy bardzo nieprzyjemna, co mniej lub bardziej odbija się na ludzkiej psychice. Uważam, że to te dziewczyny mają problem, a ty będąc dobra i wrażliwą osobą- obarczasz winą siebie. Nie jestem terapeutą, po prostu tak to widzę. Sama wiesz najlepiej jaka jesteś. Pewne rzeczy, wzorce zachowan , czy nawyki – wynosimy z rodzinnego domu ( jak wspomniany przez ciebie pedantyzm , dokładność, rzetelność). Ale odnośnie pracy – to wg mnie zaleta, bo niczego nie zawalisz. Traktujesz bowiem pracę z ogromnym szacunkiem, odpowiedzialnie i z zaangażowaniem ja wykonując. Dziewczyny nie są w stanie do końca tego zrozumieć- w końcu nie przeżyły tego, co ty. Gdyby przerobily to na własnej skórze to, co ty z ojcem – zrozumiałyby. Wiem, że dla osób wrażliwych jest to trudne, ale nie można brać wszystkiego do siebie i przejmować się wszystkim, co o nas mówią. Nie jesteśmy w stanie wszystkich uszczęśliwić. Po prostu. Konfliktów też niestety nie da się uniknąć. Ale możemy nauczyć się je rozwiązywać, łagodzić, nie dawać się innym prowokować. Co robić? To co do nas należy- dawać z siebie 100 procent w pracy. Możesz też szczerze porozmawiać o tym z tymi dziewczynami, a jeśli to nic nie zmieni- ignorować. Najważniejsze: bądź sobą ..….

  2. U siebie na blogu wystawię niedługo tekst o tym, jak wredni potrafią być ludzie. Będą to dwie historie, które miały miejsce w mojej pracy. Wszędzie tam, gdzie są ludzie, będą też konflikty. Nie wyobrażam sobie żadnego idealnego miejsca pracy, gdzie wszyscy tak samo się angażują, wspierają i przejmują. A ponieważ tak jest, to trzeba wyrobić sobie mechanizmy obronne.

    Przede wszystkim nie szukaj w pracy przjaźni. To się nie uda. Można się kumplować ze współpracownikami, ale na dłuższą metę wspólna praca będzie rodziła konflikty. Rób swoje, nie słuchaj, nie patrz i nic nie mów. Jeśli żałujesz, że podzieliłaś się z szefową swoimi uwagami na temat zwolnionej dziewczyny- potraktuj to jako nauczkę. Na drugi raz nic nie mów i czekaj biernie, aż sytuacja sama nabierze tempa.

    Dowiedziałam się w tym tygodniu kilku nieprzyjemnych rzeczy o ludziach z pracy. W niektóre intrygi jestem bezpośrednio, choć nieświadomie zaangażowana. Miałam wybór: przejąć się, martwić, może nawet stanąć we własnej obronie LUB udawać, że jestem cichociemna i niczego nie wiem. Wybrałam drugą opcję, robię co do mnie w pracy należy i dodałam swoją malutką zemstę: zachowuję się w sposób budzący zainteresowanie obserwujących. Chodzi o plotki. Jeśli chcą gadać, to i tak będą. Teraz przynajmniej dam im konkretne powody ;) Najgorzej to pokazać, że Cię takie rzeczy ruszają.

  3. Z mojego własnego doświadczenia: tam, gdzie pracują same baby, zawsze jest najwięcej problemów i konfliktów. Miałam okazję kiedyś pracować z samymi facetami. Totalny luz, od razu mówili jak coś nie pasowało, zero zazdrości, scen i obrażania się. Jestem za koedukacyjnym teamem.
    PS. Też mam w sobie taki pedantyzm, wręcz upierdliwy i nie umiem czasem z nim walczyć.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>