Jesień.

Standardowy

Ogród. Promienia słońca oddające kończące się ciepło. Ostatnie dźwięki trzepotu motylich skrzydeł. Zagubione biedronki na lądujące gdzie popadnie. Dookoła kwitnące, późne odmiany kwiatów. Jesień.

Ja siedząca na ulubionym ogrodowym krześle umieszczonym na środku zielonego, jeszcze trawnika. Głowa skierowana w niebo, promienie nie pozwalają otworzyć oczu i spojrzeć w błękit nieba. Słucham i myślę. Przypomina mi się obraz wszystkich, poprzednich dni, które spędzałam gdy było mi smutno i źle. Przypominam sobie jak to miejsce się zmieniało. Widzę drzewka sadzone przez ojca i inne rośliny o które dba mama. Spotkania rodzinne, grille, kłótnie i awantury. Psy, które były wcześniej i które są teraz. Biorę głęboki oddech, czuję wilgoć i zapach liści leżących już na ziemi. Chłody wiatr.  A w głowie pojawia się myśl, jak to wszystko się zmieniło.

Jak zmieniłam się ja. Zniknęło rozczulanie się nad samą sobą, odkopywanie przeszłości, rozdrapywanie ran. Skończyło się ciągłe narzekanie, a brak wiary w siebie i w to że się nie uda, już od dawna przestał być częstym gościem w moim życiu. Gdy pojawia się chwila, aby zastanowić się nad tym dokąd idę i czy drogą, na której aktualnie jestem jest drogą, która zaprowadzi mnie do celu, do którego chcę dość, wiem że to jest to. Obrałam dobry kierunek. Wspominam przeszłość. Przelatują obrazy. Przypomina mi się mój smutek i cierpienie. Ogromna samotność, bezradność i spoglądanie na życie jak by było karą, a nie okazją i szansą na coś dobrego.

Życie nauczyło mnie pokory i doceniania tego co mam i do co już osiągnęłam. Sprowokowana ostatnimi wydarzeniami w pracy, zaczęłam przypominać sobie jaka byłam 1, 2 , 5 czy 10 lat temu. I choć sytuacja w pracy jest jaka jest, ja z siebie jestem po prostu dumna. Wiem, że gdybym starała się o tą pracę, którą mam teraz, kilka lat temu nie dostała bym jej. Moja wiara w siebie była na minusowym poziomie, a o rozmowach z innymi ludźmi nie było mowy. Wstydziłam się o cokolwiek zapytać, a tym bardziej zażartować. Pamiętam jak stawiałam swoje pierwsze kroki w poprzedniej pracy. Pamiętam stres i bicie serca, gdy dzwonił telefon, a ja musiałam porozmawiać z klientem. W moich nowych obowiązkach kontakt z klientem to postawa. I czasem tak myślę sobie, że to wszystko co mnie spotkało w przeszłości, było po coś. Te wszystkie złe rzeczy, które się działy zahartowały mnie i nauczyły pokory.

Trudne warunki w poprzedniej pracy, pozwoliły nauczyć się cierpliwości do klienta i doceniania tego, że dostaję wypłatę na czas, że szefowie i osoba która ma stanowisko ponad mną szanuje mnie jako pracownika i człowieka, wspiera i można na nią zawsze liczyć. Nikt nikogo nie wyzywa, nikt nikim nie pomiata. Moje koleżanki widzą to wszystko trochę inaczej, ciągle narzekają na wyzysk i zbyt dużo obowiązków i chyba popełniam błąd oczekując od nich, że spojrzą na nasze miejsce pracy w podobny sposób jak ja. Chyba nasza ludzka natura jest taka dziwna, że jak jest bardzo źle i z czasem zmieni się to w lepsze, to dopiero jesteśmy w stanie dostrzec jak wiele mamy. Nie wiem dlaczego tak bardzo zależało mi na tym, aby przekonać koleżanki do tego, że mamy naprawdę dużo, jeśli chodzi o miejsce pracy. Obawiam się, że moje wypowiedzi na temat menadżer – o której mam odmienne zdanie niż większość , w pozytywną stronę – mogły być odczytane źle, jako lizustostwo. W moim zamyślę było do przekazania zupełnie coś innego, po pierwsze głośno mówiłam o tym co myślę, po drugie nie rozumiałam, niesprawiedliwych ocen, obrażania i mówienia nieprawdy o człowieku który wsadza dużo energii i serca, aby było dobrze, po trzecie chciałam ich uświadomić, że się mylą. I chyba tu jest odpowiedni moment, żeby podziękować WAM dziewczyny za komentarze i wsparcie, które dały do myślenia i dzięki, którym doszłam do wniosku, że niepotrzebnie walczę, zamiast skupić się na obowiązkach i robić swoje, ze świadomością, że mam fajną pracę, fajnych przełożonych i mogę zarobić dzięki temu fajne pieniądze.

Kiedyś będąc na terapii, rozmawiałam z moją psycholog (chyba nawet kiedyś o tym tu pisałam) o tym, że cholernie smutne jest to, że każdy może sobie przyjść do mojego życia i swoim gadaniem zabrać mi radość i pewność siebie. Do dziś nie rozumiem dlaczego tak się dzieje. Dlaczego trzy osoby mówiące mi, że nie mam racji, choć w temacie w którym się wypowiadam jestem przekonana do swoich przekonań, są w stanie zabrać mi pewność swoich myśli. Dlaczego mogą mi zabrać radość z pracy, którą tak lubię, energię która powróciła z taką siłą, że wszyscy podejrzewają mnie o ADHD i przekonanie, że jest ze mną wszystko w porządku, że to nie ze mną jest problem tylko z nimi.

Dużo przemyśleń, dużo się dzieje ostatnio w mojej. Widzę swoje błędy niedoskonałość, efekty przeszłości i przebłyski wrednawego charakteru, który daję o sobie znać.

Swoją drogę czasem jak o sobie samej tak myślę, to uśmiecham się pod nosem. Wiem, że jestem wrażliwcem, ale ostatnimi czasy, gdy moja pewność siebie zmieniła poziom z minusowego na plusowy, to widzę w sobie oznaki zaciętości  i zawzięcia, zwłaszcza gdy widzę, że ktoś gra nie fer.

Pojawiają się myśli i duma, że wytrwałam na terapii, że walczę i jestem uparta, choć życie ma dla mnie pewnie mnóstwo niespodzianek, ale nic nie daję mi takiej satysfakcji i nie sprawia, że w oku kręci, a w sercu pojawia się przyjemne ciepło, gdy widzę efekty swojej pracy nad sobą.

Myślę, że będzie jeszcze lepiej, choć jestem świadoma drogi, która jest przede mną. Wiem, ile pracy muszę jeszcze wykonać z moją psycholog. Wiem, że jeszcze nie raz będę płakać w poduszkę, mieć wątpliwości, czuć zagubienie i bezradność, ale wiecie co. Jest dobrze, mimo wszystko jest cholernie dobrze.

7 przemyśleń na temat “Jesień.

  1. No i to jest właśnie Brukselka najważniejsze – jak wiesz, że jesteś w odpowiednim miejscu, to reszta sama się ułoży :) You did it!
    A czy samą siebie już jakoś wynagrodziłaś? Zasługujesz teraz na chwilę rozpieszczenia! Zrób coś dla siebie! :)

  2. Na taki wpis czekałam, wiesz? Dokładnie na taki. Przede wszystkim – pięknie to opisałaś, niczym powieśc. Po drugie – choc ton sentymentalny i nostalgiczny – tylko ktoś, kto cię zna, lub zdążył cię choc trochę poznac na blogu – wie, że to wpis pełen optymizmu i radości. My wszystkie blogująco – komentujące jesteśmy wsparciem i motywacją dla siebie nawzajem. I to jest zajebiste.
    Ty masz teraz zupełnie nową świadomośc. Ta świadomośc sprawia, że nawet jeśli, pomimo twojej pewności, że wybrałaś dobrą drogę – okaże się (czego ci oczywiście nie życzę), że ta droga nie do końca jest dobra – nie będzie to miało znaczenia. Żadnego. Bo ty już wiesz, bo ty potrafisz wybrac wtedy inną. Jeśli rozumiesz, co mam na myśli, bo strasznie zagmatwałam :)

  3. Pękam z dumy normalnie…..
    :D :D :D
    Brukselka nam rośnie w oczach! Co wyrasta z brukselki? Brokuł? :P

    Człowiek dojrzewa, a przynajmnie powinien dojrzewać (!) całe życie. Dobrze, że zauważyłaś zmiany i zauważasz je dalej, bo to pokazuje Ci, że wszystko zawsze ma swój koniec. Jeśli jesteś w ciemnym miejscu- to z niego wyjdziesz, to minie. Jeśli jesteś na szczycie- to korzystaj, jak się tylko da, bo nic nie trwa wiecznie.

    Cieszę się, że odpuszczasz sobie zmienianie poglądów koleżanek z pracy. Są tacy ludzie, którym niczego nie przetłumaczysz. A już na pewno takim wronom, które siedzą tam od jakiegoś czasu i się nawzajem podlewają kwaskiem. Olej to. Jeszcze żadnej bajki nie widziałam, w której diament starałby się szlifować inne kamienie. Diamenty są od świecenia i zachwycania, a nie od syzyfowej pracy :D :P

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>