Intuicja.

Standardowy

Dalszy ciąg historii prawie jak z Mody na sukces, nabrał nieoczekiwanych obrotów.

Jako że jestem ambitnym człowiekiem, który nie boi się ciężkiej pracy i ma mózg, który czasem wykorzystuje do tego, aby coś sprytnego wymyślić, w nowej pracy sprzedawcy, dostałam takiej energii, że aż w pewnym momencie przestałam siebie samą poznawać. Moim zadaniem jest zdobywanie nowych, potencjalnych klientów. To ile czasu na to poświęcę i w jaki sposób to zrobię, to tak naprawdę mój wybór. Moja ambicja nie pozwali mi obojętnie podchodzić do faktu, że rozdawanie voucherów z darmowym wejściem do naszego centrum sportowego, jest idealną okazją do tego, aby w łatwy sposób, zdobyć klienta.

Każdego dnia mam też do wyrobienia cele, które stawiam sobie sama. Zbieram dane – imię nazwisko i nr telefonu – nowych klientów, wręczając voucher i notując dane w swoim zeszycie, aby z tą osobą skontaktować się w dniu kolejnym i zapisać na wybrane przez nią zajęcia. Gdy klient wykorzysta mój voucher – jest podpisany imieniem i nazwiskiem, tak jak moich koleżanek – i kupi umowę to liczy się do mojego targetu, jeżeli skorzysta z vouchera koleżanki to jest koleżanki. Prosta sprawa, normalnie zasady w sprzedaży.

Sprawa komplikuje się przy rozdawaniu pustych vocherów, których nie jestem w stanie kontrolować, nie mam danych osoby, która przychodzi z takim pustym voucherem, nie jestem w stanie dojść do tego, czy jak mnie nie ma w pracy, to dziewczyny są na tyle uczciwe, aby nie podmieniać voucherów.

Ale jak to mówią, kłamstwo ma krótkie nogi. Kilka dni temu, okazało się że moje koleżanki raczej nie są uczciwe. Moje szczęście, że z voucherów skorzystały i później kupiły umowy…moje sąsiadki. Dziewczyn nie szczęście, że wyszły na jaw ich przekręty.

Na początku pomyślałam, że sąsiadki nie skorzystały z tych pustych voucherów odemnie, które wrzuciłam do skrzynki, bo może dostały z innego źródła, dlatego zanim w jakikolwiek sposób zareagowałam, napisałam do sąsiadki, wypytując czy voucher był podpisany moim nazwiskiem – już myślałam, że to ja popełniłam błąd i po prostu pomieszałam vouchery moje z koleżanki, zwłaszcza że mamy to samo imię, ale jak szybko pojawiły się wątpliwości, tak szybko sąsiadka je rozwiała odpowiadając, że wykorzystały vouchery ze skrzynki, które były odemnie i były podpisane moim nazwiskiem i imieniem.

Oczywiście sprawdziłam vouchery – wypisane są na moją koleżankę, mimo że przyszły z moimi. Moje szczęście, że miałam pierwszą zmianę i zaraz za mną w pracy pojawiła się menager, którą poinformowałam o oszustwie, aby obejrzeć nagranie z tego dnia, aby upewnić się, że nie został po prostu popełniony jakiś błąd, przecież jesteśmy tylko ludźmi. Niestety ewidentnie widać, że dziewczyny przyszły z innymi voucherami, niż te które zostały u nas na recepcji, już wypełnione przez koleżanki, jako vouchery wykorzystane – moje były wygięte a w kopercie z wykorzystanymi są prościutkie.

Emocję jakie we mnie buzowały, w momencie odkrywanie ich perfidnego oszustwa są nie do opisania. Popłakałam się, jak dziecko któremu ktoś zabrał cukierka, ale okazało się, że jest to koleżanka (Matylda), którą sama osobiście broniłam przed menager, kolejna z nich(Krysia) chodziła i gadała jaka Matylda jest zła i nie dobra, a ja widząc że Krysia gra nie fer i kłamie, prostowałam pomówienia Krysi.

W ogóle Krysia to spryciulka. Cały mój konflikt i opinia kapusia i lizusa zaczął się „dzięki niej”. Kiedy byłam chyba 5. dzień w pracy na pierwszej zmianie z Krysią poszłyśmy do menager pogadać, jak się okazało Krysia nie kryła swojego zażenowania zachowaniem Matyldy, oskarżała ją o przeróżne sytuację i konflikty z Franią (to ta z którą miała przeogromne konflikty, o których pisałam w poprzednich wpisach) ja nie znając sytuacji siedziałam z boku i przytakiwałam i słuchałam co Krysia ma do powiedzenia. Gdy Frania pojawiła się w pracy, Krysia wzięła ją na bok i powiedziała jej, że ja chodzą do menager i gadam na nie. Moje tłumaczenia, że to nie ja gadałam tylko Krysia nic nie pomogły. Tłumaczenia Zośki, która przynosząc kawę menager, słyszała fragment rozmowy, w którym Krysia oskarża dziewczyny, też nie pomogły. Po kilku dniach konflikt urósł do tak dużych rozmiarów, że stwierdziłam że pora usiąść i szczerze z dziewczynami porozmawiać. Niestety, rozmowa nie doszła do skutku, bo dziewczyny nie miały o czym ze mną rozmawiać, jak twierdziły. Frania została zwolniona, a przyczyną tej decyzji wg moich koleżanek byłam ja.

Jak się okazało w kolejnych dniach Krysia jest bardzo ale to bardzo zazdrosna o mnie. Nie może zrozumieć, dlaczego spędzam – wg niej – tak dużo czasu w gabinecie menager i jakim prawem ja tłumaczę sytuację, gdy są jakieś niejasne, np. w systemie, a nie Krysia skoro to ona jest tu najdłużej.

Doświadczona tym co to znaczy zły pracodawca i zły menager – poprzednia praca zahartowała mnie niesamowicie – przysłuchując się rozmową Zośki, Franki i Matyldy jaka menager jest zła i niedobra, kilka razy wyraziłam swoje zdanie, że się mylą. Menager kilka razy pochwaliła mnie przy dziewczynach i zrobił się tak ogromny problem, że ja przestałam wyrażać swoje zdanie na temat menager – jak się domyślacie – odmienne niż 90 % załogi naszego klubu, a menager poprosiłam aby nie chwaliła mnie publicznie. Pomyślałam, że jeżeli to taki problem, to przecież ja nie muszę mówić głośno co myślę, a bez pochwał też sobie jakoś poradzę.

Okazało się, że z menager mamy bardzo zbliżone podejście do pracy, jesteśmy tak samo odpowiedzialne, zależy nam żeby wszystko działało tak jak trzeba. Ja na swoim stanowisku, ona na swoim. Moje nastawienie do życia, do przeróżnych wyzwań jest bardzo optymistyczne. Napracowałam się z moją psycholog, żeby uwierzyć w siebie, uwierzyć w to że mogę wszystko, zbudować pewność siebie i zamiast szukać negatywów to cieszyć się z tego co mam. Po spędzeniu 11 miesięcy w domu, w samotności, dręczona i męczona przez poprzednią pracodawczyni, która każde moje L4 podważała i musiałam jeździć co chwilę na komisję do ZUS- u aby udowodnić, że mój stan zdrowia jest na tyle kiepski, że nie mogę pracować. Po tym jak dałam się oszukać na pieniądze i dostawałam przez miesiące L4 400 zł i gdyby nie moja mam to nie miała bym co jeść, a o prywatnej rehabilitacji mogła bym pomarzyć, nie mogę usiąść i narzekać, tak jak moje koleżanki, na to co dostaję w nowej pracy.

Kiedy spoglądam do tyłu, przypominam sobie moje dzieciństwo, strach, bezsilność, samotność, zagubienie i mnóstwo rzeczy, których jeszcze nie potrafię nazwać. Gdy myślę o operacji kręgosłupa, po której miałam nie chodzić, ale okazało się że los jest dla mnie łaskawy i mogę chodzić, a nawet biegać, nie mogę usiąść i być obrażona na życie, tak jak moje koleżanki. Gdy pomyślę o wypadku samochodowych, który prawie spowodowałam, bo moja zdolność skupienia się legła w gruzach, bo działo się tak wiele złych rzeczy w moim życiu, że myślami byłam w zupełnie innym miejscu, gdy myślę o dziecku które bym wtedy potrąciła, gdyby nie jego matka i ułamki sekund, w których złapała go za koszulkę i odciągnęła do tyłu…zabiła bym go na tych pasach. Spotkanie samochodu jadącego 50km/h z 4-letnim chłopcem…wszystko nie było by takie jak jest teraz. Jak mogę usiąść i narzekać na swój los i na to co mam, bo moje koleżanki nie potrafią spojrzeć na to co mają. Była bym naprawdę niewdzięczna i głupia, gdybym nie doceniała tego gdzie jestem i co mam. Jak na 24-lata, myślę że przeżyłam już naprawdę dużo. I cieszę się, że moja inteligencja jest na tyle duża, że pozwala mi kiedrować swoim życiem, żeby iść do przodu, a nie cofać się i grzebać się w czymś na co nie warto poświęcej już czasu i energii, bo to przeszłość, tam już nic się nie da zmienić.
Wiem, że przedemną jeszcze daleko droga, jestem świadoma tego, że jestem tylko człowiekiem, mogę popełniać błędy (chociaż godzenie się z tym to jeszcze nie jest dla mnie taka prosta sprawa, ale to tekst na osobny wpis). Wiem, że muszę nad soba pracować, gdybym miała to wszystko w dupie, to nie zawracała bym głowy mojej psycholog, mogła bym powiedzieć jestem jaka jestem, pocałujta mnie wszyscy w dupe i nie robić zupełni nic z samą sobą, ze swoim nastawianiem do świata, które miałam przez większość swojego życia. Z resztą sami jeszcze macie tego przykład, wystarczy cogfnąć się do początkowych wpisów. Tylko ja wiem, jaką drogę przeszłam, tylko ja wiem ile się nacierpiał i tylko ja wiem ile złych i dobych decyzji podjęłam.
Gdy patrzę na siebie samą, wiem że jeszcze cholernie dużo pracy przedmną. Ale czy to znaczy, że można traktować mnie tak jak to robią koleżanki. Okradać mnie bez żadnych skrupułów z mojej pracy. Roznosząc vouchery do skrzynek poświęcam swój wolny czas, wieczory które mogła bym spędzić na milion różnych sposobów. Czy robię to po to żeby zrobić dziewczyną na złość? Nie. Po prostu wiem, że sprzedaż to ciężka praca i jak chcę się coś osiągnąć w tej dziedzinie i zarobić fajnę pieniądze, to trzeba się naprawdę nakąbinować i napracować, a ja naprawdę bardzo mocno wierzę w to, że w końcu moja ciężka praca, da mi pieniądze na to żeby odbić się od dna. Czy zabrałam coś dziewczyną ? Nie. Czy coś ukradłam ? Nie. Czy każdę im działać w podobny sposób do mojego. Nie. Każdy robi to co uważa za słusznę. Ja wiem, że bez zaangarzowania, pracy i rozwoju w kierunku „Jak być dobrym sprzedawcą.” nie mam szans, żeby cokolwiek osiągnąć. Czy mam mieć poczucie winy, tylko dlatego że jak coś robię to robię na 200 %, a nie na 70 % ? Czy powinnam dostosować się do moich koleżanek, tylko po to żeby zostać zaakceptowaną. Nie.

Jakieś 2 tygodnie temu rozmawiałam z Krysią, z którą miałam zgrzyty. Powiedziała mi, co myśli na temat mojego zachowania. Wzięłam sobie do serca, to co mi powiedziała. Zmieniło się podejście dziewczyn do mnie. Traktowały mnie jak najlepszą koleżankę. Śmiały się, pytały co u mnie, pytały jak się czuję. Było to dla mnie dość dziwne, ale domyśliłam się, że skoro menager kazała Krysi ze mną porozmawiać, to musiała jej coś powiedzieć. Myślałam, ze będzie już naprawdę dobrze, że zostaniemy drużyną i w końcu będzie spokój, ale jak się okazuje albo jest coś ze mną nie tak, a ja tego nie widzę albo z nimi i one tego nie dostrzegają.

Czuję się okropnie, zwłaszcza że przekręt z umowami, zrobiły wszystkie i oczywiście też Matylda, której dobrego imienia broniłam w gabinecie menager. Boli ? Boli. Kiedy wierzy się w człowieka i staję się w jego obronie dając sobie obciąć za niego ręce, a wychodzi jak wychodzi, to nie mam słów i nie potrafię sobie tego logicznie wytłumaczyć.

Żalę się. Żalę się jak cholera, bo nie umiem tego pojąc, jak za 12 zł (prowizja za podpisaną umowę) można robić takie rzeczy. A jak sobie pomyślę ile wpakowałam energii i siły i ile pustych voucherów rozdałam i że nie jestem w stanie dojść do tego ile osób z nich skorzystało to energia i zapał do pracy spada poniżej zera.

Jedyne pocieszenie jest takie, że one naprawdę czują we mnie zagrożenie, że muszą robić takie akcję, aby nie miała wyników w pracy. A jak ktoś czuje zagrożenie, to znaczy że się jest dobrym w tym co robi. Ale czy to teraz ma znaczenie…Znikome.

Jest mi smutno i cholernie przykro.

Czekam na wyjaśnienie sprawy. Menager prosiła, aby nie poruszać tematu do końca miesiąca. Obawiam się, że cwaniarę która podbiera umowy zwolnią, ale boję się, że ten pomysł zainicjowała Kryśka, której kolejny raz się upiecze.

7 przemyśleń na temat “Intuicja.

  1. To nie telenowela.. To kosmos. Nawet w najlepszych telenowelach nie ma aż takich zawirowań i tylu perfidnych intryg! Czytam i nie dowierzam. Zachowanie twoich koleżanek jest karygodne. Niedopuszczalne i poniżej pasa. Przecież znacznie lepiej wyszło by wam grać w jednym teamie. Wtedy zyskała by na tym cała wasza firma i wy wszystkie. Naprawdę nie rozumiem takich ludzi. Nie znam tych dziewczyn (na całe szczęście , bo pokazałabym im gdzie raki zimują. Na pewno bym tego tak nie zostawiła). W takich sytuacjach jestem mściwa. ŻĄDLE. Gryzę. I to mocno, gdyż jestem skorpionem :). Jeśli już ktoś zajdzie mi mocno na skórę, przekona się prędzej czy później, jak wielki to był błąd! Myślę , że dziewczynom nie chce się angażować. Wolą jak najmniejszym wkładem własnym osiągać dobre wyniki. Ty jesteś dla nich wyrzutem sumienia. Bo jesteś mądra, kreatywna, ogromnie ci zależy, co słusznie chwali manager. Twoja postawa naprawdę godna jest pochwały! Sytuacja w jakiej jesteś jest nie do pozazdroszczenia. Pracujesz w gnieździe żmij i to z gatunku tych najgorszych! Ale pocieszająca jest twoja determinacja i optymistyczne nastawienie do pracy i życia. I

  2. I dobrze! Widocznie tak miało być. Myślę, że w przyszłym miesiącu oczyści się atmosfera i nie będziesz już musiała tkwić w tym siedlisku intryg, bo jak już wcześniej pisałam – dobra atmosfera w pracy jest ważniejsza od wszystkiego innego. Mam nadzieję, że wszystko się wyjaśni, a ty zyskasz nowy skład zespołu. Czasami wystarczy wymienić jeden element, żeby reszta grała bez zarzutu… Może tak będzie i w tym przypadku, czego ci życzę:)

  3. Bardzo mi się podoba cała ta analiza. Nie dość, że przyjrzałaś się całej sytuacji, to jeszcze własnym emocjom i ewentualnym motywom dziewczyn. Ja robię dokładnie tak samo- takie konfliktowe zdarzenia analizuję z każdej strony. To bardzo pomaga w zaakceptowaniu tego, co się stało, znalezieniu rozwiązań, a przede wszystkim pomaga przygotować się na każdą możliwą konsekwencję.

    Miałaś szczęście, że to konkretne kłamstwo tak szybko okazało się mieć króciutkie nóżki. To był łut szczęścia i zbieg okoliczności, który musiał się przydarzyć, aby Ci pomóc. Same sobie wykopały dołek. Daj znać, jakie akcje podjęła szefowa.

  4. pankracja

    Nawet wysoka wypłata nie zastąpi ludzi, z którymi po prostu lubisz pracować. Ja pracuję tu, gdzie pracuję w zasadzie tylko dla ludzi. Dlatego serdecznie Ci współczuję takich współpracownic i mam nadzieję, że będzie już tylko lepiej.

  5. ~nielubiebrukselki

    Dziś rozmawiałam z menager, bo nie doszłyśmy ostatnio do momentu co się dzieję z moimi voucherami – wyrzuciły je do niszczarki. I jeszcze Kryśka powiedziała mi, że nie życzy sobie takiej atmosfery w pracy, bo menager poprosiła żebym nie rozmawiała z nimi na ten temat jeszcze, więc poirytowana faktem, źe dziewczyny udaja że się nic nie stało, a emocję nadal buzują, nie kryję tego że mi się nie podoba ten fakty, ale dziewczyny nie wiedzą co się dzieję. I kilka razy pytały o co mi chodzi, ale tłumaczyłam że to nie jest dobry dzień na takie rozmowy. Dziś jedna widziała jak rozmawiam z tą właśnie osobą która skorzystała z voucherów, sąsiadką , wiadomo zupełnie swobodnie bo zna mnie od zawsze. Myślę że w końcu się domyśliła. A Kryśka powiedziała że pójdzie do menager poskarżyć się jaka atmosfera przezemnie panuje. Wszystko wyjaśni się jutro.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>